Walczył o wolność w PRL, został skazany za protest klimatyczny. Co naprawdę wydarzyło się z Piotrem Niemczykiem? 

Archiwum prywatne Piotra Niemczyka, fot. Krzysiek Tondera

Sprawa zaczęła się nie w sądzie, lecz na warszawskiej ulicy. W maju 2025 r. Ostatnie Pokolenie zablokowało drogę, domagając się działań w sprawie kryzysu klimatycznego. Niemczyk, były działacz opozycji demokratycznej i późniejszy oficer Urzędu Ochrony Państwa, uczestniczył w proteście. Według jego relacji nie siedział na jezdni, lecz stał na chodniku z transparentem.

Mimo to został skazany w trybie nakazowym. W grudniu 2025 r. sąd orzekł wobec niego karę ograniczenia wolności w postaci prac społecznych. Gdy ich nie wykonywał, karę zamieniono na 15 dni zastępczego aresztu. 8 września trafił do zakładu karnego.

To właśnie ten moment nadał sprawie zupełnie inny wymiar. Nie chodzi już tylko o to, gdzie stał jeden człowiek podczas blokady. Pytanie brzmi, jak państwo reaguje na ludzi, którzy alarmują o kryzysie klimatycznym – i gdzie kończy się ochrona porządku publicznego, a zaczyna zniechęcanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Sam Niemczyk nie ma wątpliwości, że protesty klimatyczne są potrzebne.

– W sprawach klimatycznych paradoksem jest to, że i ośrodki naukowe i większość rządów (także w porozumieniach międzynarodowych) przyznają i potwierdzają, że zmiany klimatu następują i katastrofa klimatyczna jest realna, ale politycy nie podejmują adekwatnych, skutecznych działań, żeby temu zapobiec. Prawdopodobnie obawiają się podejmować działania ograniczające swobodę niektórych sektorów gospodarki – wyjaśnia w rozmowie z magazynem Odpowiedzialny Inwestor.

Jego zdaniem właśnie dlatego potrzebna jest presja społeczna:

– Protesty są konieczne, żeby zrównoważyć naciski różnych lobby przemysłowych. Bez protestów może się okazać, że niedługo na zapobieżenie zmianom klimatu czy nawet ich spowolnieniu, będzie za późno. Tę krótkowzroczność rządów trzeba leczyć akcjami społecznymi.

To ważny kontekst. Ostatnie Pokolenie przez dwa lata prowadziło jedne z najbardziej konfrontacyjnych protestów klimatycznych w Polsce. Blokady ulic budziły wściekłość kierowców i części opinii publicznej. Jednocześnie grupa przekonywała, że właśnie dzięki nim temat klimatu przebił się do głównego nurtu. W kwietniu 2026 r. ogłosiła zakończenie działalności, wskazując m.in. na postęp w sprawie inwestycji kolejowych i transportu publicznego.

Nie można więc uczciwie powiedzieć, że państwo nie zrobiło nic. Można natomiast postawić inne pytanie: czy reakcją na obywatelski alarm powinny być przede wszystkim policyjne interwencje i kary?

– Nie wiem czy działania policji mają służyć zastraszaniu protestujących. Mam nadzieję, że możliwości różnych lobby nie sięgają tak daleko. Myślę, że działania policji i wymiaru sprawiedliwości są po prostu głupie – uważa Niemczyk.

Po zatrzymaniu działacz rozpoczął głodówkę. Jak później tłumaczył, chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko skazaniu i zwrócić uwagę na sprawę innych osób, które nie miały jego doświadczenia i determinacji.

11 września nastąpił zwrot. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wstrzymał wykonanie kary, powołując się na stan zdrowia Niemczyka. Równocześnie Sąd Najwyższy, po kasacji Rzeczniczki Praw Obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram, także wstrzymał wykonanie kary do czasu rozpoznania kasacji. Niemczyk opuścił zakład karny po trzech dniach.

To jednak nie jest uniewinnienie. Wyrok nie został uchylony. RPO wnosi o jego uchylenie i uniewinnienie, wskazując m.in., że nagrania policyjne nie potwierdzają zarzutów i pokazują istotne wątpliwości co do przebiegu zdarzenia. Według RPO nagrania pokazują, że Niemczyk przez cały czas interwencji stał na chodniku. Ostatecznie to Sąd Najwyższy zdecyduje, czy wyrok zostanie uchylony i co dalej stanie się ze sprawą.

W sprawie Niemczyka jest jeszcze jeden element, który nadaje jej szczególny ciężar: tryb nakazowy. To właśnie w takim trybie zapadł wyrok, który ostatecznie doprowadził do jego osadzenia. 

– Tryb nakazowy jest wprowadzony w art. 500 kodeksu postępowania karnego. Jest tam napisane, że wyrok nakazowy można wydać tylko wtedy, kiedy okoliczności sprawy nie budzą żadnych wątpliwości. Sąd może orzec karę na podstawie notatki policyjnej. W trybie niejawnym, bez udziału oskarżonych czy obwinionych – mówi nam Niemczyk.

Jego zdaniem problem zaczyna się wtedy, gdy uproszczona procedura jest stosowana w sprawach, w których właśnie istnieje spór co do przebiegu wydarzeń, intencji uczestników czy granic obywatelskiego nieposłuszeństwa.

– Niestety w Polsce, szczególnie po 2015 roku zaczął być traktowany jako uproszczenie w pracy sądów i policji i wyroki nakazowe są wydawane w sprawach, w których nie powinny być orzekane. Z ewidentnym naruszeniem prawa do obrony wynikającego z art. 42 Konstytucji, a także art. 45 Konstytucji, który przewiduje że proces powinien być jawny, a trudno uznać za jawny proces, który toczy się bez wiedzy oskarżonego.

To właśnie ten mechanizm sprawia, że sprawa aktywistów wykracza poza spór o jedną blokadę drogi. Człowiek może najpierw zostać skazany bez rozprawy, a później – po zamianie kary na karę zastępczą – rzeczywiście trafić za kratki. 

W obronie Niemczyka wystąpiło 33 dawnych działaczy ruchu Wolność i Pokój (WiP) pisząc list do Ministra Sprawiedliwości. Jedną z sygnatariuszek listu jest Hanna Borguńska, która przez lata współpracowała z Niemczykiem. Jak mówi, do podpisania listu skłoniła ją nie tylko osobista znajomość z byłym działaczem opozycji.

– Ta sytuacja z Piotrem pokazała, że tu coś nie gra. Sprawa dotyczy 24 osób, które brały udział w tym proteście Ostatniego Pokolenia. Uważam, że nie powinno stosować jednak zbiorowej odpowiedzialności. Przychodzenie po chorego mężczyznę, który chodzi o kulach, to maszyna, która miele bez zastanowienia – mówi Borguńska.

Liczy, że przypadek Niemczyka stanie się impulsem do szerszej dyskusji i może być motywujący dla innych protestujących skazanych w tym trybie.

– Piotr jest bardzo rozpoznawalny ze względu na swój życiorys, może to będzie zaczyn, żeby coś zmienić. Żeby takie sytuacje nie miały miejsca. Liczę, że może to wywołać szerszą debatę – dodaje.

Sygnatariusze zastrzegają, że można dyskutować o metodach Ostatniego Pokolenia. Nie zgadzają się jednak, by pokojowy protest kończył się więzieniem. Wzywają ministra do „uznania racji demonstrantów” i uwolnienia aktywisty.

Historia Niemczyka jest kolejnym rozdziałem sprawy, o której pisaliśmy na łamach Odpowiedzialnego Inwestora w kwietniu, gdy do więzienia z tego samego powodu trafił Paweł Kasprzak, lider ruchu Obywatele RP.

Jednym z inicjatorów listu jest Radosław Gawlik, ekolog, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, dawny działacz WiP-u i były wiceminister środowiska, który nie kryje wzburzenia: 

– Sprawy Piotra Niemczyka, zwolnionego czasowo z wykonywania kary, jak i Pawła Kasprzaka, który świadomie odsiedział 15 dni, są bulwersujące.

Gawlik uważa, że problem jest szerszy niż los dwóch opozycjonistów. Krytykuje sposób stosowania wyroków nakazowych, które mogą być wydawane bez rozprawy. 

– Mamy praworządne i demokratyczne państwo i minister Żurek powinien to zmienić.

I właśnie dlatego ta historia nie kończy się wraz z otwarciem więziennej bramy. Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: czy w państwie, które uznaje kryzys klimatyczny za realne zagrożenie, obywatelski alarm może być traktowany wyłącznie jako problem z porządkiem na ulicy?

Można nie lubić blokad dróg. Można uważać je za złą, irytującą i nieskuteczną metodę protestu. Można też oczekiwać od państwa stanowczej reakcji, gdy demonstracja narusza prawa innych. Ale można jednocześnie zapytać, czy surowość państwa wobec protestujących nie zaczyna być większa niż jego determinacja w odpowiadaniu na problem, przeciwko któremu protestują. Bo zmiana klimatu nie znika wraz z końcem protestu. A termometr – w przeciwieństwie do protestującego – nie daje się uciszyć.


Autor: Paweł Pomian