RDOŚ po raz pierwszy w Polsce domaga się od koncernu energetycznego naprawy szkód wyrządzanych rybom. Problem w tym, że Enea sama wcześniej uznała wpływ Elektrowni Kozienice na środowisko za istotny. Mimo to przez lata opierała się na monitoringu, który nie potwierdzał skali problemu. Dziś pojawiają się pytania o koszty tych badań, jakość nadzoru i odpowiedzialność wobec przyrody i akcjonariuszy, w tym Skarbu Państwa.
To może być jedna z najważniejszych spraw środowiskowych dotyczących polskiej energetyki ostatnich lat. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie formalnie wezwała Eneę Wytwarzanie do uzgodnienia działań naprawczych za szkody powodowane przez funkcjonowanie Elektrowni Kozienice. Chodzi o masową śmiertelność larw i narybku chronionych ryb zasysanych wraz z wodą pobieraną z Wisły do chłodzenia bloków energetycznych.
Decyzja może mieć znaczenie znacznie szersze niż tylko dla przyrody. Po raz pierwszy ryzyko środowiskowe, o którym od lat mówiły organizacje społeczne i naukowcy, zaczyna przekładać się na konkretne ryzyko prawne, finansowe i reputacyjne dla jednej z największych grup energetycznych w kraju.
Pierwszy taki przypadek w Polsce
28 maja 2026 r. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wezwał Eneę Wytwarzanie do przedstawienia w ciągu 60 dni propozycji działań naprawczych dla Wisły i chronionych gatunków ryb. Jeśli spółka nie przedstawi odpowiednich rozwiązań, urząd może wydać decyzję nakazową.
Postępowanie trwa od 2021 r., kiedy szkodę środowiskową zgłosiło Towarzystwo na rzecz Ziemi i Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, które są stronami postępowania. Następnie do sprawy włączyła się Fundacja Greenmind oraz Stowarzyszenie „Wspólna Ziemia”.
– Mówimy o pierwszej udanej próbie przypisania odpowiedzialności za szkodę w środowisku państwowemu koncernowi. W Polsce funkcjonuje 12 elektrowni z otwartym systemem chłodzenia i żadna z nich nie była wcześniej objęta postępowaniem naprawczym – podkreśla Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Enea sama wskazała problem. Dlaczego nic z tym nie zrobiła?
Najbardziej niewygodny dla spółki może być fakt, że sama wcześniej identyfikowała ryzyko związane z Elektrownią Kozienice.
W raporcie zrównoważonego rozwoju przygotowanym zgodnie ze standardami ESRS Grupa Enea wskazała, że Elektrownia Kozienice sąsiaduje z obszarem Natura 2000 i znajduje się na obszarze o kluczowym znaczeniu dla bioróżnorodności. Jednocześnie w analizie podwójnej istotności spółka zakwalifikowała wykorzystywanie otwartego systemu chłodzenia jako „istotny negatywny wpływ” na środowisko.
To rodzi pytania o skuteczność zarządzania ryzykiem. Skoro zagrożenie zostało formalnie rozpoznane przez samą spółkę, dlaczego nie doprowadziło do działań ograniczających jego skutki jeszcze przed interwencją organów państwowych?
– W tej sprawie szczególnie interesujący jest rozdźwięk między tym, co Enea deklarowała w raportowaniu ESG, a tym, jakie działania podejmowała w praktyce. Spółka sama wskazała w analizie podwójnej istotności, że otwarte systemy chłodzenia Elektrowni Kozienice wywierają istotny negatywny wpływ na środowisko. Jednocześnie przez lata opierała się na monitoringu, który nie prowadził do wniosku o konieczności działań naprawczych – mówi Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot w rozmowie z Odpowiedzialnym Inwestorem.
– Dziś to ryzyko środowiskowe przekłada się już na ryzyko prawne, finansowe i reputacyjne. Akcjonariusze mają prawo wiedzieć, dlaczego wcześniej nie podjęto skutecznych działań – dodaje Wiekiera.
Warto dodać, że świadomość zarządu Enei dotycząca negatywnego wpływu na środowisko widać także w decyzji o budowie nowego bloku gazowego w Kozienicach. Będzie on chłodzony w inny sposób – w zamkniętym obiegu, który znacznie mniej oddziałuje na ekosystem Wisły.
102 miliony ryb kontra monitoring, który nie widział problemu
Sednem sporu są wyniki badań prowadzonych przez dwa różne zespoły. Badania naukowe prowadzone pod kierunkiem prof. Mikołajczyka, opublikowane w recenzowanym, zagranicznym czasopiśmie naukowym, wykazały, że tylko w 2022 r. system chłodzenia Elektrowni Kozienice mógł doprowadzić do śmierci nawet 102 mln larw i młodych ryb należących do 23 gatunków, w tym 6 gatunków chronionych unijnym prawem.
Według autora badań prof. dr hab. Tomasza Mikołajczyka z Pracowni Ekspertyz i Badań Ichtiologicznych PEBI i jego zespołu naukowego oznacza to, że elektrownia eliminuje od ¼ do połowy osobników dryfujących Wisłą:
– Nasze wyniki pokazujące wysoką śmiertelność ichtiofauny wpisują się w wyniki monitoringu GIOŚ, które mówią o katastrofalnym stanie polskich rzek. Dane są zatrważające: mamy coraz mniej ryb, coraz mniej wody i potężną suszę. Działalność elektrowni się do tego dokłada: mówimy o wywołanej sztucznie bardzo wysokiej śmiertelności larw i narybku, którą można ograniczyć.
Jednocześnie na zlecenie spółki Instytut Rybactwa Śródlądowego – Państwowy Instytut Badawczy prowadził badania związane ze śmiertelnością ryb. Jak wynika z raportu spółki, badania te nie dawały jednoznacznych podstaw do uznania, że pobór wody stwarza bezpośrednie zagrożenie dla chronionych gatunków ryb.
Dwa zespoły badawcze analizowały ten sam problem. Doszły jednak do skrajnie różnych wniosków.
Kto zapłacił za badania i ile kosztowały?
To właśnie tutaj pojawia się wątek, który może okazać się szczególnie istotny dla akcjonariuszy spółki. Nie wiadomo, ile kosztował wieloletni monitoring przyrodniczy prowadzony na potrzeby Elektrowni Kozienice. Informacja ta nie jest publicznie dostępna.
Jeżeli były to znaczące kwoty, pojawia się pytanie, czy wydatki ponoszone przez spółkę przyniosły rzeczywistą wartość zarządczą, skoro dziś organ ochrony środowiska kwestionuje dotychczasowe podejście i domaga się działań naprawczych.
Enea Wytwarzanie należy do Grupy Enea, w której pakiet kontrolny posiada Skarb Państwa. Oznacza to, że koszty wieloletniego monitoringu przyrodniczego finansowane były przez spółkę kontrolowaną przez państwo.
Zdaniem Radosława Gawlika, prezesa Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, rodzi to pytania o zasadność poniesionych wydatków oraz skuteczność prowadzonego nadzoru:
– Koszty nadzoru przyrodniczego, który miał rozgrzeszyć elektrownię z uśmiercania milionów ryb obciążają zatem akcjonariuszy, w tym podatników. Nie jest publicznie wiadome, ile kosztowały kilkuletnie badania ani dlaczego ich wyniki pozostawały w tak rażącej sprzeczności z badaniami prowadzonymi pod kierownictwem prof. Mikołajczyka.
Pytania dotyczą nie tylko kosztów monitoringu, ale również w znacznie większym stopniu finansowania wyrządzonych szkód i kosztów wynikających z eksploatacji środowiska.
– Mamy przecież zasadę konstytucyjną „zanieczyszczający płaci”, obecną też w prawie ochrony środowiska polskim i unijnym, więc prawo jest po naszej stronie. Tymczasem to społeczeństwo pokrywa koszty niszczenia środowiska przez energetycznego giganta, a nie bogate przedsiębiorstwo, które powinno ponosić pełną odpowiedzialność za wyrządzone szkody – mówił podczas konferencji prasowej Radosław Gawlik.
Ryzyko dla akcjonariuszy i test dla państwowego nadzoru
W debacie o ochronie środowiska łatwo przeoczyć aspekt korporacyjny. Dominującym akcjonariuszem Enei pozostaje Skarb Państwa. Oznacza to, że państwo występuje jednocześnie jako właściciel spółki, regulator rynku energetycznego i podmiot odpowiedzialny za egzekwowanie prawa środowiskowego.
Jeżeli RDOŚ nakaże działania naprawcze, mogą one oznaczać realne koszty dla przedsiębiorstwa. Wśród rozwiązań wskazywanych przez ekspertów pojawia się na początek ograniczenie mocy bloków energetycznych w okresach największego dryfu larw ryb, szczególnie w porze nocnej (gdy pobór energii jest zawsze mniejszy), a docelowo zmiana technologii chłodzenia.
– Enea może i powinna natychmiast redukować moc w nocy, od kwietnia do lipca, w okresie gdy larwy dryfują Wisłą – postuluje prof. Mikołajczyk.
Dla inwestorów kluczowe staje się pytanie, czy ryzyko związane z Kozienicami zostało właściwie rozpoznane i odpowiednio wcześnie zarządzone. Docelowo istotne dla przyszłości spółki istotne jest też szybsze wyłączenie bloków węglowych z otwartym obiegiem chłodzenia.
Kozienice mogą być dopiero początkiem
W Polsce działa kilkanaście elektrowni wykorzystujących otwarte systemy chłodzenia, które w podobny sposób oddziałują na rzeki. Jeśli RDOŚ wyda decyzję nakazującą działania naprawcze, sprawa Elektrowni Kozienice może stać się pierwszym takim precedensem w kraju i punktem odniesienia dla całego sektora energetycznego.
Negatywnym przykładem wskazywanym przez ekspertów jest m.in. Elektrownia Siekierki, należąca do koncernu Orlen. Elektrownia ta planuje budowę nowych bloków gazowych w oparciu o archaiczny system chłodzenia wodą z rzeki, a także budowę progu piętrzącego wodę na Wiśle o znacznym wpływie na środowisko, co również jest podnoszone przez ekologów.
W tym kontekście coraz wyraźniej widać, że problem nie dotyczy wyłącznie jednej instalacji, ale całego modelu wytwarzania energii opartego na dużych blokach chłodzonych wodą z rzek. To właśnie on staje się dziś przedmiotem pytania o granice jego środowiskowej akceptowalności i koszty, jakie może generować w przyszłości.
Coraz częściej pojawia się więc pytanie o kierunek modernizacji energetyki – w stronę technologii odnawialnych źródeł, które nie wymagają intensywnego poboru wody z ekosystemów rzecznych. W tym sensie sprawa Kozienic może stać się nie tylko precedensem prawnym, ale także sygnałem przyspieszającym debatę o odejściu od najbardziej wodochłonnych technologii w energetyce.
