Rządowa dezinformacja klimatyczna. Jak Polska sabotuje własną transformację energetyczną

Rządowa dezinformacja klimatyczna. Jak Polska sabotuje własną transformację energetyczną

Niestety od wielu lat ten cywilizacyjny krwiobieg jest zatruwany propagandą i dezinformacją rosnących w siłę antyklimatycznych i antyunijnych grup – także politycznych. Jednak dezinformacja nie jest domeną tylko tego środowiska. Od lat propagandą i dezinformacją posługują się też – o zgrozo – rządy krajów oraz korporacje energetyczne scentralizowanej energetyki – państwowe i prywatne. Ta rządowo-korporacyjna propaganda często staje się, paradoksalnie, paliwem napędzającym wspomniane środowiska antyklimatyczne czy antyunijne, których dezinformacji rząd powinien skutecznie przeciwdziałać.

Oczywiście o tej rządowo-korporacyjnej ciemnej stronie mocy w Polsce nie dowiemy się z serwisów m.in. Ministerstwa Energii o dezinformacji w energetyce czy Ministerstwa Klimatu i Środowiska nt. dezinformacji. Tym artykułem chcemy uzupełnić tę istotną wiedzę.

Najwyższym poziomem dezinformacji w obszarze energii i klimatu w Polsce jest twierdzenie przez kolejne rządy, że Polska – jako kraj członkowski Unii Europejskiej – realizuje politykę energetyczno-klimatyczną UE, zmierzającą do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Realizacja tej polityki, zgodnie z polityką i prawem UE, wymaga bowiem przyjęcia Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) czyli strategii określającej długookresowe cele transformacji energetycznej Polski. Finalnej wersji dokumentu polski rząd – jako jedyny reprezentant kraju członkowskiego UE – do dziś nie przyjął a termin jego akceptacji przez Komisję Europejską minął w 2024 r. Skoro nie ma planu energetyczno-klimatycznego, nie można oczywiście także mówić o jego wdrażaniu. Zamiast realizacji kluczowej polityki państwa mamy mnóstwo chaosu kompetencyjnego, dezinformacyjnego lobbingu, niezrealizowanych obietnic, zaniechań i „wrzutek” rządu, korporacji i – coraz częściej – szybko bogacących się dziesiątko-miliarderów.

W ramach tego najszerzej zarysowanego pola rządowej propagandy mieszczą się kluczowe sfery dezinformacji w obszarze energii i energetyki w Polsce. Są nimi:

  • pompowanie prognoz zużycia energii i kosztów transformacji energetycznej;
  • niezgodne z prawem wydatkowanie środków pochodzących z unijnego systemu handlu emisjami ETS;
  • blokowanie unijnego Społecznego Funduszu Klimatycznego;
  • blokowanie zasady UE „po pierwsze efektywność energetyczna”;

Rząd kontrolujący (kontrolowany przez?) scentralizowaną energetykę czterech koncernów elektroenergetycznych (PGE, Tauron, Energa, Enea) od dekad straszy nas kryzysem energetycznym, od lat – Europejskim Zielonym Ładem oraz dezinformuje na temat sytuacji energetycznej państwa i prawdziwych kosztów transformacji.

Historycznie wszystkie rządowe prognozy zużycia energii od lat 80. XX wieku były mocno zawyżane, a faktyczne zużycie energii elektrycznej i finalne zużycie energii od lat pozostaje na stałym poziomie, w sytuacji stabilnego rozwoju gospodarczego. Niestety brak integracji polityki społecznej i polityki energetycznej wzmocniony rządowo-korporacyjnym pompowaniem kosztów transformacji, powoduje niesprawiedliwe obciążanie (naj)słabszych grup społecznych (naj)wyższymi kosztami, wywołuje i podnosi poziom ubóstwa energetycznego oraz wzmacnia społeczne protesty i napędza antyklimatyczną dezinformację.

Mający miejsce w Polsce decoupling, czyli oddzielenie rozwoju społeczno-gospodarczego od wzrostu zużycia energii pierwotnej, jest możliwy dzięki stopniowemu podnoszeniu efektywności energetycznej, ale także osiąganiu przez część społeczeństwa poziomu wystarczalności energetycznej2, który szacuje się według różnych badań międzynarodowych na ok. 60-221 GJ na osobę3. W Polsce w 2025 r. zużyliśmy średnio około 109 GJ energii na mieszkańca. Sporo, choć ta średnia w szerszym kontekście oznacza, że część społeczeństwa jest już energetycznie za bardzo rozrzutna, ale dla dużej i nadal niestety rosnącej grupy milionów Polaków dostęp do energii jest mocno ograniczony, powodując szkodliwe ubóstwo energetyczne. Zatem osiągnięcie poziomu wystarczalności energetycznej oznacza, że musimy zacząć dyskutować o sprawiedliwym dostępie do czystej energii dla wszystkich, w ramach całości zużywanej w Polsce energii. Nie możemy mówić o sprawiedliwej transformacji, gdy jedna osoba zużywa rocznie przykładowo 10000 GJ, a druga 50 GJ przy ograniczonych zasobach.

Przykładem takiego długotrwałego konfliktu wystarczalności jest np. kryzys wodny w Wielkopolsce Wschodniej wywołany m.in. lejem depresyjnym w związku z odkrywkami węgla brunatnego. Obecnie ten konflikt o dostęp do czystej energii dobrze obrazuje globalny „wysyp” centrów AI, które konkurują o energię, wodę i inne zasoby z lokalnymi społecznościami. Wystarczalność energetyczna nie jest zatem akademickim obszarem analizy ale polem walki grup interesu o ograniczone zasoby. Rolą rządu jest zapewnienie uczciwej debaty na temat sprawiedliwej transformacji i podnoszenia jakości życia w coraz mniejszym stopniu w zależności od pompowanej, rosnącej ilości zużytej energii, a coraz bardziej dzięki np. podnoszeniu jakości usług publicznych, zapewniających wszystkim dobrobyt i jednocześnie oszczędzających zasoby naturalne.

Wdrażaniu takiej prospołecznej, sprawiedliwej polityki energetycznej i klimatycznej, opartej na priorytetach sufficiency, efficiency, renewables (SER): wystarczalność, efektywność, odnawialne źródła energii (ze wsparciem ich uspołeczniania) w Unii Europejskiej służy m.in. system handlu emisjami ETS. W skrócie: ETS powoduje, że zanieczyszczające koncerny kopalne płacą za emisje gazów cieplarnianych, a zebrane w ten sposób środki trafiają do budżetu państw członkowskich UE na wsparcie realizacji polityki klimatycznej i transformacji energetycznej – w sprawiedliwy dla całego społeczeństwa sposób. Najwyższa Izba Kontroli w 2024 r. opublikowała raport, z którego wynika, że w latach 2013-2023 (a zatem w czasach rządów zarówno koalicji PO-PSL, jak i Zjednoczonej Prawicy) z 94 mld złotych z ETS, zaledwie 1,3 proc. kolejne rządy wydały zgodnie z prawem na cele bezpośrednio związane z redukcją emisji gazów cieplarnianych lub zarządzaniem tymi emisjami.

Mówiąc wprost prawie 93 mld złotych rozpłynęły się w budżecie państwa, zamiast wesprzeć likwidację rosnącego ubóstwa energetycznego czy wykluczenia transportowego milionów Polek i Polaków. Te środki, zgodnie z unijnym prawem, powinny być, lecz nie zostały wykorzystane przez rząd np. na obniżenie rachunków poprzez termomodernizację budynków mieszkalnych, rozwój transportu zbiorowego w mniejszych miejscowościach czy poprawę efektywności energetycznej – obniżającej koszty działalności i podnoszących konkurencyjność tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw.

Ponieważ środki z ETS nie zostały wykorzystane na zmniejszenie kosztów transformacji, w Polsce rozpętała się dezinformacyjna nagonka na sam system ETS i Unię Europejską, łącznie z propozycjami wyjścia Polski z ETS (co w konsekwencji wymagałoby wyjścia Polski z UE). Dezinformacyjni awanturnicy najczęściej oskarżają publicznie „Brukselę” o wysokie koszty ogrzewania Polaków, niszczenie polskiej gospodarki czy wysokie ceny paliwa. Prawda jest taka, że to kolejne rządy w Warszawie od kilkunastu lat łamały i nadal łamią prawo UE, populistycznie trwoniąc dziesiątki miliardów złotych przeznaczonych na obniżenie kosztów i podnoszenie korzyści z odchodzenia od scentralizowanej i zmonopolizowanej energetyki paliw kopalnych.

W tej sytuacji, w marcu 2026 r. organizacje ekologiczne ponownie zaapelowały do rządu o wykorzystanie środków z ETS zgodnie z prawem, wskazując, że z ETS i ze Społecznego Funduszu Klimatycznego w budżecie państwa w latach 2026-2032 może pojawić się tym razem już ponad 120 mld złotych. Czy obecny rząd zacznie uczciwie o tym informować i realizować korzystne dla wszystkich obywateli inwestycje czy nadal będzie – wspólnie z kartelem koncernów energetycznych – jeszcze bardziej napędzał poparcie społeczne dla antyunijnych, antyklimatycznych ugrupowań populistycznych?

Dwa lata temu – w maju 2024 r. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej pod wodzą ministry Pełczyńskiej-Nałęcz triumfalnie (i słusznie) ogłaszało, że w Polsce powstanie Społeczny Fundusz Klimatyczny (SFK) na poziomie ok. 50 mld złotych z budżetu UE na inwestycje w sprawiedliwą dla wszystkich transformację energetyczną.

Cele Społecznego Funduszu Klimatycznego UE, źródło: Komisja Europejska

Dziesiątki miliardów złotych z budżetu UE mają ułatwić dekarbonizację transportu, wesprzeć termomodernizację milionów budynków, ograniczyć (a najlepiej zlikwidować) ubóstwo energetyczne czy wesprzeć tworzenie zielonych miejsc pracy w ekologicznych sektorach polskiej gospodarki. Obecnie wygląda to tak, że rząd Tuska postanowił jednak wybrać ścieżkę populistyczną: podważania ETS-u i nie przyjmowania KPEiK-u a w efekcie zablokowania uruchomienia 50 mld złotych pilnie potrzebnych na rozwiązanie wyzwań społeczno- klimatycznych, w szczególności wysokich kosztów energii dotykających milionów Polaków4.

Funduszy na te inwestycje publiczne brak, bo aby trafiły do Polski, to polski rząd najpierw musi przyjąć wspomniany powyżejdokument strategiczny: Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu. Jednocześnie rząd w KPEiK-u musi precyzyjnie opisać, jak i kiedy zamierza uniezależnić Polaków m.in. od palenia rodzimego węgla czy od importu coraz droższych surowców energetycznych i zainwestować w sumie aż 120 mld złotych z ETS i SFK tak, aby koszty społeczne i gospodarcze odchodzenia od paliw kopalnych (dekarbonizacji) były minimalizowane, a rosnące korzyści trafiły do wszystkich Polaków.

Niższe rachunki, Panie Premierze! Chodzi także o to, żeby rząd znowu nie „przepalił” tych środków na obsługę interesów bogatych koncernów paliw kopalnych i (naj)bogatszych obywateli czy inne populistyczne działania: niezgodne nie tylko z polityką klimatyczną i obowiązującym prawem UE ale wprost ze zdrowym rozsądkiem. Wreszcie – co także ważne w kontekście obrony demokracji i państwa prawa, żeby sensowne inwestycje publiczne stały się tamą dla rosnącej fali działań antyklimatycznych i antyunijnych populistów, ostatecznie dążących do wyciągnięcia Polski z Unii Europejskiej.

Złagodzeniu kosztów transformacji energetycznej i eliminacji ubóstwa energetycznego ma także służyć obowiązująca w Unii Europejskiej zasada „po pierwsze efektywność energetyczna”, której polski rząd uporczywie od lat nie wdraża. Warto przypomnieć: wdrożenie tej unijnej zasady nie opłaca się lobby scentralizowanej energetyki kilku korporacji, zarabiających co roku dziesiątki miliardów złotych na coraz droższej energii elektrycznej i paliwie. Natomiast „po pierwsze efektywność energetyczna” ma na celu obniżenie rachunków za komfort cieplny (ogrzewanie w zimie, chłodzenie w lecie) czy transport.

Opłaca się zatem milionom obywateli, dodatkowo zwiększając odporność Polski na globalne kryzysy wojenno-energetyczne (np. agresja Rosji w Ukrainie czy atak USA z Izraelem na Iran). Jak wskazywał w apelu do premiera Morawieckiego jeszcze w 2022 r. Polski Alarm Smogowy, sama termomodernizacja milionów nieefektywnych energetycznie domów w Polsce mogłaby w kilka lat zmniejszyć zużycie przez nie węgla z 9-11 do zaledwie 5 mln ton, likwidując smog, obniżając rachunki konsumentów o miliardy złotych czy ograniczając jego import.

Ważny aspekt priorytetu efektywności energetycznej (i jest to także cel SFK) stanowi utrzymanie i tworzenie nowych dziesiątków tysięcy tzw. zielonych miejsc pracy w sektorze efektywności energetycznej w Polsce: produkcji energooszczędnego sprzętu AGD, energooszczędnych tramwajów, pociągów czy elektrycznych autobusów i rowerów oraz wspomnianej termomodernizacji milionów domów czy instalacji w nich pomp ciepła, fotowoltaiki itp.

W ramach priorytetu „po pierwsze efektywność energetyczna”, rząd powinien pilnie przyjąć i wdrożyć taką strategię rozwoju zielonego rynku pracy, zamiast topić setki miliardów złotych w „starej” energetyce: scentralizowanej, nieodpornej na wojny i kryzys klimatyczny, kopalnej, a także forsowanej – jądrowej. Energetyce przeszłości, która na naszych oczach przegrywa globalny wyścig z efektywnością energetyczną oraz szybko taniejącymi technologiami energii odnawialnej i magazynowania energii dostępnymi dla wszystkich.


Autor: Dariusz Szwed

Przypisy:

1 Priorytety wystarczalność, efektywność, OZE (ang. sufficiency, efficiency, renewables, SER) zapisane są m.in. w Szóstym raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu IPCC, jako konieczne obszary polityki klimatycznej.
2 Wystarczalność energetyczna: każda/y ma dostęp do usług energetycznych, których naprawdę potrzebuje, a nie tylko ich chce a jednocześnie wpływ systemu energetycznego nie przekracza limitów środowiskowych/granic planetarnych. WE ma bardziej ambitny charakter niż efektywność energetyczna EE, która wiąże nakłady energii z produkcją towarów i usług, mając na celu ich wyprodukowanie przy minimalnym zużyciu energii. (Darby i Fawcett 2018, za Energy Sufficiency Indicators and Policies).
3 Wystarczalność energetyczna a dobrostan: na poziomie makro przeprowadzono badania mające na celu powiązanie zużycia energii z dobrostanem (np. wskaźnik rozwoju społecznego). Niedawna metaanaliza 18 badań miała na celu zidentyfikowanie punktu, w którym zwiększone zużycie energii nie koreluje już ze wzrostem dobrobytu (Burke 2020). Wartości WE wahały się od 60 do 221 GJ/mieszkańca/rok (w przeliczeniu na energię pierwotną) ze średnią 132 GJ. To prawie tyle samo, co średni poziom 133 GJ/mieszkańca/rok w Europie w 2018 r. Sugeruje to, że średnio Europa osiągnęła punkt, w którym zwiększone zużycie energii nie poprawiłoby już dobrostanu. (Energy Sufficiency Indicators and Policies).
4 Instytut Reform: „Społeczny Fundusz Klimatyczny – miliardy na walkę z ubóstwem energetycznym i transportowym”.