Ilu Polaków będzie żyło nad Wisłą w 2050 r.? Odpowiedź zależy od tego, którego urzędu zapytać. Różnice w prognozach sięgają nawet 5,5 mln osób – więcej niż liczba mieszkańców Mazowsza. Problem w tym, że te rozbieżności przekładają się bezpośrednio na plany dotyczące zużycia energii, inwestycji w elektrownie i przyszłość całego systemu energetycznego. A jeśli nie wiadomo, jak będzie wyglądała populacja naszego kraju, trudno sensownie zaplanować, ile energii Polska naprawdę będzie potrzebować.
Wydawałoby się, że oszacowanie liczby ludności Polski na najbliższe dekady nie powinno być olbrzymim wyzwaniem. Mogą istnieć niewielkie różnice w liczbie dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat i może wzrosnąć śmiertelność, zwłaszcza jeżeli nastąpią jakieś zdarzenia, które trudno w modelowaniu uwzględnić – kolejna pandemia, znaczące pogorszenie się warunków życia np. w związku z niedoborem surowców energetycznych i długotrwałym paraliżem transportu oraz logistyki, ale zasadniczo wiemy, ile dzieci urodziło się aż do 2025 r. W 2025 r. urodziło się w Polsce 238 tys. dzieci. Jednocześnie 70 lat przekroczyły już osoby urodzone w czasie wyżu powojennego.

Co instytucja to inne prognozy demograficzne dla Polski
Jednakże prognozowana populacja Polski w 2050 r., zakładana przez Agencję Rynku Energii, jest wyższa od najbardziej pesymistycznej prognozy GUS z 2023 r. o ponad 5,5 mln osób. To tyle, ilu mieszkańców miało w 2025 r. najludniejsze województwo w Polsce – mazowieckie. Można też na to spojrzeć inaczej – 5,5 mln to tyle osób, ile mieszkało pod koniec 2025 r. łącznie w pięciu województwach o najmniejszej liczbie mieszkańców: opolskim, lubuskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. Albo jeszcze inaczej: to różnica równa 15 proc. ludności Polski raportowanej przez GUS na koniec marca 2026. W stosunku do prognozy Eurostatu opublikowanej w kwietniu 2026 różnica pomiędzy szacunkami ARE, PSE oraz danymi używanymi przez Ministerstwo Energii wynosi prawie 3 mln.
Co ciekawe, różne ministerstwa w tym samym rządzie posługują się innymi prognozami liczby ludności w Polsce w 2050 r. Ministerstwo Finansów na potrzeby Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zakłada, że w 2050 r. Polskę zamieszkiwało będzie 33,7 mln osób, czyli o pół miliona więcej niż w scenariuszu średnim z prognozy GUS z grudnia 2023 r. i o ponad 2 mln mniej niż dane, na podstawie których Agencja Rynku Energii prognozuje przyszłe zapotrzebowanie na energię elektryczną i potrzebne w Krajowym Systemie Energetycznym nowe elektrownie systemowe.
Czy leci z nami pilot?!
Trudno nie mieć poczucia chaosu oraz wrażenia, że ministerstwa ze sobą nie rozmawiają. Przypomina się tytuł filmu „Czy leci z nami pilot?”.
Tymczasem konsekwencje takich rozbieżności zarówno dla poziomu długu publicznego, jak i racjonalnego planowania najważniejszych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce mają fundamentalne znaczenie. Zwłaszcza, że im dłuższy horyzont inwestycyjny, tym różnice w szacowanej liczbie ludności w Polsce mają coraz większe znaczenie.

Obecnie co kwartał ubywa ponad 50 tys. mieszkańców Polski. Najwyższy czas, by planować w taki sposób, aby zachęcając osoby spoza Polski do podjęcia pracy w naszym kraju i uzupełniając narastające braki kadrowe, dostosować polityki rozwojowe do faktycznej sytuacji i zacząć uczyć się zarządzania krajem z kurczącą się populacją. To zupełnie inne wyzwanie niż rządzenie krajem, który zamierza cały czas się rozwijać, bo choć robotyzacja i automatyzacja są częścią odpowiedzi, to nie są w stanie w pełni zastąpić ani odpowiedzieć na wyzwania związane trwałym i dość szybkim spadkiem populacji.
📉 Ilu Polaków będzie żyło nad Wisłą w 2050 roku?
— EKO-UNIA (@EkoUnia) May 7, 2026
To zależy… którego urzędu zapytamy.
Różnice w prognozach sięgają nawet 5,5 mln osób. To więcej niż liczba mieszkańców całego Mazowsza. A przecież od tych danych zależy wszystko: planowanie energetyki, inwestycje… pic.twitter.com/bgUeTVlDb6
Na szczęście mamy się od kogo uczyć, bo Litwa, Łotwa i Grecja doświadczają jeszcze większego spadku populacji niż Polska, a Rumunia i Bułgaria radziły sobie w przeszłości z procentowo większym odpływem pracowników z kraju niż Polska.
Najwięcej wysiłku wymagać będzie dostosowanie się do nowych realiów od Ministerstwa Energii i Ministerstwa Infrastruktury wydających się nie zauważać fundamentalnej zmiany, która trwale zmienia historyczną trajektorię popytu na dobra, za których dostarczanie te ministerstwa odpowiadają. Trudno chyba utrzymywać, że zmniejszenie się populacji Polski o 5 mln osób do 2050 r., połączony z tym ubytek osób w wieku produkcyjnym oraz spadek popytu na wiele dóbr i usług związany ze starzeniem się społeczeństwa nie wpłyną na przyszłe zapotrzebowanie na energię w ogóle. W szczególności na energię elektryczną, która ma stać się podstawowym nośnikiem energii zaspokajającym potrzeby związane z ogrzewaniem, zasilaniem urządzeń oraz mobilnością.
