Polska w latach 2015–2023 ograniczyła pobór wody do chłodzenia elektrowni o ponad 2 mld m³ rocznie – w dużej mierze dzięki zamykaniu starych bloków węglowych i rozwojowi energetyki wiatrowej i słonecznej. Przykład Dolnej Odry pokazuje jednak, że sama likwidacja węgla nie gwarantuje wodnej dywidendy. Jeśli w jego miejsce pojawia się gaz wykorzystujący podobny, otwarty układ chłodzenia, część tej korzyści dla zasobów wodnych może zniknąć.
31 sierpnia zakończyły pracę dwa ostatnie bloki węglowe Elektrowni Dolna Odra. W kraju coraz częściej dotykanym przez suszę, rekordowymi temperaturami i problemami z poziomem oraz temperaturą wody w rzekach wyłączanie elektrowni cieplnych budowanych przed kilkudziesięcioma laty ma potencjał przynieść również mniej oczywistą korzyść – ograniczyć ilość wody pobieranej na potrzeby chłodzenia energetyki.
Warunek jest jednak istotny: w miejsce zamykanych bloków węglowych nie powinny automatycznie wchodzić kolejne jednostki cieplne wykorzystujące duże ilości wody. Z punktu widzenia zasobów wodnych największą różnicę robi zastępowanie produkcji z węgla energetyką wiatrową i fotowoltaiką.
Z końcem sierpnia działalność operacyjną zakończyły dwa ostatnie bloki węglowe nr 7 i 8 w Elektrowni Dolna Odra o łącznej mocy osiągalnej 449 MWe. W latach 1977–2012 osiem bloków elektrowni mogło osiągnąć łącznie prawie 1750 MWe. Od 2012 roku kolejne jednostki były jednak sukcesywnie wyłączane, co wiązało się również ze spadkiem poboru wody na potrzeby ich chłodzenia.

W 2024 roku w Dolnej Odrze rozpoczęły pracę dwa nowe bloki gazowe o łącznej mocy osiągalnej 683 MWe. Wykorzystują one otwarty układ chłodzenia. W efekcie pobór wody z Odry ponownie wzrósł. Następnie zaczął spadać wraz z kolejnymi wyłączeniami bloków węglowych – najpierw 5 i 8 z końcem 2025 roku, a następnie dwóch ostatnich jednostek z końcem sierpnia 2026 roku. W 2022 roku, już po zamknięciu bloków węglowych 1–4, a jeszcze przed uruchomieniem nowych bloków gazowych, pobór wody na potrzeby chłodzenia w Elektrowni Dolna Odra przekraczał 560 mln m³.
To pokazuje skalę potencjalnej „wodnej dywidendy” z odchodzenia od starej energetyki konwencjonalnej. Gdyby produkcję energii zastępowały w większym stopniu źródła takie jak wiatr i słońce oraz magazyny energii, presja na zasoby wodne byłaby znacznie mniejsza niż w przypadku kolejnych elektrowni cieplnych wykorzystujących otwarte układy chłodzenia.
Zapotrzebowanie na wodę ze strony konwencjonalnej energetyki cieplnej – czyli w polskich realiach bloków węglowych i gazowych – jest w całym cyklu życia od 10 do 75 razy większe niż energetyki wiatrowej i słonecznej. Różnica jest jeszcze większa, jeżeli porównamy samo zapotrzebowanie na wodę w procesie generacji energii elektrycznej.
Polska rekordzistką Europy. Ponad 2 miliardy metrów sześciennych mniej
Analiza danych Europejskiej Agencji Środowiska przeprowadzona przez Fundację Mission Possible pokazuje skalę zmiany, jaka zaszła w Polsce. W 2015 roku pobór wody na potrzeby chłodzenia przy produkcji energii elektrycznej wynosił w Polsce 6389,7 mln m³. W 2023 roku było to 4354,4 mln m³. Oznacza to spadek o 2035,3 mln m³ – czyli o ponad 2 mld m³ rocznie, lub ponad 31 proc. Było to największe ograniczenie poboru wody na cele chłodzenia wśród państw Unii Europejskiej w analizowanym okresie.
Zmiana następowała równolegle ze stopniowym wyłączaniem kolejnych bloków węglowych i szybkim rozwojem energetyki wiatrowej i słonecznej. W latach 2015–2023 produkcja energii elektrycznej z węgla w Polsce spadła o ponad 19 TWh, podczas gdy generacja z wiatru i fotowoltaiki wzrosła o ponad 24 TWh. Jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną z Krajowego Systemu Elektroenergetycznego zwiększyło się o ponad 13,5 TWh.
Istotną część rosnącego zapotrzebowania pokrył jednak także gaz – jego produkcja zwiększyła się o ponad 10 TWh.
– W latach 2015–2023 zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce wzrosło o ponad 13,5 TWh. W tym samym czasie produkcja z wiatru i słońca zwiększyła się o ponad 24 TWh, a produkcja z węgla spadła o ponad 19 TWh. To właśnie rozwój OZE pozwolił w dużej mierze ograniczyć wykorzystanie starych, najbardziej wodochłonnych bloków węglowych. Jednocześnie ponad 10 TWh dodatkowej produkcji zapewniły elektrownie i elektrociepłownie gazowe. To pokazuje, że dla zasobów wodnych znaczenie ma nie tylko to, ile mocy węglowych zamykamy, ale przede wszystkim to, czym zastępujemy ich produkcję – mówi Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Mission Possible w rozmowie redakcją magazynu Odpowiedzialny Inwestor.
Od 2023 roku wyłączano kolejne bloki węglowe, m.in. w Elektrowni Pątnów I oraz w Dolnej Odrze. W 2022 roku pobór wody na potrzeby chłodzenia w Elektrowni Pątnów I przekraczał 380 mln m³, a w Dolnej Odrze – 560 mln m³.
Transformacja trwa, ale to gaz przejmuje część produkcji po węglu
Najnowsze dane pokazują jednak, że mechanizm obserwowany w poprzednich latach może się zmieniać. W latach 2024–2025 wzrost krajowego zużycia energii elektrycznej wyraźnie wyhamował. W 2025 roku zużycie energii w KSE było zaledwie o około 1 TWh wyższe niż w 2023 roku. W tym samym czasie produkcja z wiatru i słońca wzrosła o ponad 8,8 TWh. Produkcja energii z węgla spadła natomiast o około 11,5 TWh. Różnicę z nawiązką uzupełniła produkcja z elektrowni gazowych.
To ważna zmiana z punktu widzenia zasobów wodnych. Odejście od węgla nie musi bowiem oznaczać proporcjonalnego spadku presji energetyki na wodę, jeśli produkcję z wyłączanych bloków przejmują inne elektrownie cieplne.

Od 2023 roku wyłączono bloki węglowe m.in. w Pątnowie, Rybniku i Dolnej Odrze, a także w elektrociepłowniach w Bydgoszczy, Gdyni i Czechnicy. Jednocześnie rozpoczęły pracę nowe jednostki gazowe, w tym dwa duże bloki w Dolnej Odrze. Po rekordowych spadkach poboru wody w 2023 roku tempo jego ograniczania wyraźnie osłabło. Zbiega się to w czasie z rosnącą rolą gazu w produkcji energii elektrycznej.
Co wydarzyło się w Holandii? Czy Polska wyciągnie wnioski?
Historia Holandii pokazuje, że sama likwidacja węgla nie gwarantuje trwałego ograniczenia presji energetyki na zasoby wodne. W latach 2015–2023 kraj ten bardzo mocno ograniczył produkcję energii elektrycznej z węgla – o około 30,7 TWh – i jednocześnie zwiększył produkcję z wiatru i słońca o około 40,5 TWh. Mimo to między 2015 a 2023 rokiem pobór wody na potrzeby chłodzenia energetyki wzrósł tam o około 2171 mln m³.
Jednym z powodów był wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Istotnym nowym odbiorcą stał się również sektor centrów danych. Europejska Agencja Środowiska zwraca uwagę, że centra danych należą do nowych sektorów mogących zwiększać presję na zasoby wodne – zarówno bezpośrednio, poprzez konieczność chłodzenia infrastruktury, jak i pośrednio, przez rosnące zapotrzebowanie na energię.
Holenderski przykład pokazuje więc, że transformację energetyczną trzeba oceniać nie tylko przez pryzmat tego, ile mocy węglowych zamykamy. Równie ważne jest to, czym je zastępujemy oraz skąd będzie pochodzić energia dla nowych, energochłonnych sektorów gospodarki.
– Możemy dziś wykorzystać transformację energetyczną do odzyskania części wody, którą przez dekady pobierał sektor energetyczny. Ale jeśli w miejsce zamykanych bloków węglowych będziemy masowo budować kolejne elektrownie gazowe, a jednocześnie gwałtownie będzie rosło zapotrzebowanie na energię, wodną dywidendę możemy bardzo szybko stracić. Polska ma jeszcze możliwość uniknięcia błędów państw, które zamykały swoje bloki węglowe wcześniej – wyjaśnia nam Gogolewski.

Niedobory wody i wzrost jej temperatury mogą prowadzić do ograniczania, a nawet czasowego zatrzymywania pracy elektrowni. Przykłady takich sytuacji obserwowaliśmy również w ostatnich latach. Jednocześnie Europejska Agencja Środowiska ocenia, że przechodzenie od elektrowni spalających paliwa do energetyki wiatrowej i słonecznej może w kolejnych dekadach znacząco ograniczyć pobór wody przez europejski sektor energetyczny.
Wodna dywidenda zależy od tego, co zbudujemy zamiast węgla
Wyłączenie ostatnich bloków węglowych Dolnej Odry jest więc czymś więcej niż kolejnym etapem transformacji energetycznej. Pokazuje, że odejście od węgla może przynieść Polsce nie tylko korzyści związane z emisjami, ale również ograniczyć presję energetyki na zasoby wodne. Nie jest to jednak automatyczna korzyść.
Jeżeli produkcję z zamykanych bloków przejmują elektrownie gazowe wykorzystujące otwarte układy chłodzenia, część potencjalnej „wodnej dywidendy” zostaje utracona. Jeżeli natomiast rosnącą część zapotrzebowania pokrywają źródła takie jak wiatr i fotowoltaika, presja na zasoby wodne może spadać wraz z odchodzeniem od węgla. Dolna Odra pokazuje więc nie tylko, że kończy się epoka węgla. Pokazuje również, że dla przyszłości polskich rzek kluczowe będzie pytanie, co dokładnie przyjdzie po węglu.
