Inwestor planuje wycinkę kilkuset drzew z Helskiego Cypla po to, żeby w ich miejscu stanął luksusowy hotel połączony ze SPA. Mieszkańcy i organizacje walczą o pozostawienie terenu naturze i przypominają, jak ważne jest to miejsce, choćby ze względu na szlak migracyjny ptaków i chroniony obszar Natura 2000.
– Jako społeczeństwo straciliśmy okazję do zadbania o Płw. Helski w momencie zmian w 1989/90. Wtedy nie było jednogłośnego myślenia o tym, co jest wspólne. Wszystko poszło w kierunku sprzedaży działka po działce i każda gmina miała swoją politykę – mówi Bogumiła Błaszkowska, geografka z OTOP, która ponad 40 lat zajmowała się ochroną przyrody wybrzeża i zgłębiała historię półwyspu.
Wszystko stracone?
– Społeczeństwo i samorządy wybrały dla tego terenu chyba najgorszą drogę rozwoju, bo zamiast docenienia walorów przyrodniczych tego miejsca i skierowania się ku turystyce przyrodniczej, otwarły wrota masowej turystyce – dodaje. Zauważa przy tym, że współczesna turystyka masowa wymaga bardzo dużej infrastruktury.
Jeszcze w latach 80. popularna była turystyka, polegająca na czerpaniu radości z samego przebywania w naturze. – Później półwysep został potraktowany jak towar na sprzedaż. Wybudowanie hotelu z pełnym zapleczem, SPA, siłowniami i dyskotekami jest możliwe wszędzie – nie trzeba tego robić w miejscu tak wyjątkowym i bardzo wrażliwym na antropopresję. Pomysł budowy Hel Happiness, to przykład potwierdzający, że zupełnie nie cenimy wartości tego obszaru.
Z taką oceną nie zgadza się sam inwestor. – Inwestor na każdym etapie planowania budowy Centrum Rewitalizacji Zdrowia Hel Happiness w Helu podejmuje szereg działań, których celem jest minimalizacja wpływu inwestycji na środowisko naturalne. Centrum powstaje na terenach objętych ustawą o ochronie przyrody, dlatego inwestor ze szczególną starannością dba o dochowanie odpowiednich czynności, m.in. do uzyskania decyzji środowiskowej została wypracowana koncepcja na bazie zaawansowanych analiz komputerowych, badań geologicznych oraz obserwacji z dronów. Decyzja przewiduje zalesienie i nowe nasadzenia, które zostaną przeprowadzone poza okresem lęgowym ptaków i pod ścisłym nadzorem przyrodników – liczba młodych sadzonek będzie odpowiadać liczbie usuniętych drzew i krzewów. Uzgodnienia zostały przeprowadzone m.in. z: Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Gdańsku, Wodami Polskimi, Urzędem Morskim w Gdyni, Urzędem Miasta Helu oraz organami budowlanymi – mówi redakcji „Odpowiedzialny Inwestor” mgr inż. Ada Kutyło, ekspertka ds. oceny oddziaływania na środowisko.

Błaszkowska opowiada, że na początku lat 80. na Półwyspie Helskim prawie wcale nie było infrastruktury turystycznej. Ci, którzy odwiedzali półwysep, przyjeżdżali do kwater prywatnych i ośrodków zakładowych. – W mieście Hel nie było hoteli. Na Półwyspie był za to jeden kemping i dwa-trzy pola namiotowe, które tym się różniły od zwykłej łąki, że wieczorową porą przychodził właściciel czy jego pracownik, żeby skasować za nocleg.
Przyrodniczka wspomina badania, w których brała udział w drugiej połowie lat 80. Wyszło z nich, że w sezonie, czyli od lipca do sierpnia Półwysep Helski gęstość zaludnienia była taka jak w przemysłowych Katowicach. Największym zagrożeniem dla przyrody to było wydeptywanie roślinności w lesie i na wydmach, rozjeżdżanie samochodami poboczy dróg i śmieci. – A 1 września, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, turyści znikali, kawiarnie i inne lokale się zamykały i nawet nie było gdzie napić się herbaty.
Do 1990 roku wjazd samochodem na Płw. Helski był reglamentowany. – Przed wjazdem po prawej i lewej stronie drogi były dwa parkingi, a wjazd zamykał szlaban. Dziś miejsce parkingów zajmują popularne dyskonty i stacja paliw. Ci, którzy mieli wykupione turnusy w Jastarni, Chałupach czy Helu, mogli wjeżdżać na Półwysep dwa lub cztery razy w trakcie jego trwania. Natomiast ci, którzy przyjeżdżali samochodami tu na jeden dzień, zostawiali je na parkingach i mogli się przesiąść na komunikację publiczną albo pójść przez las i plażę pieszo. Wtedy jeszcze funkcjonował obszar wojskowy za Juratą, więc terenu do penetracji było stosunkowo mało.
Przyrodniczka: Dziś już tam nie jeżdżę
Zdaniem Błaszkowskiej helska turystyka mogłaby pójść w kierunku przyrodniczej, od spacerów w przyrodzie po obserwacje ptaków, którą można tam prowadzić całorocznie. – Ta inwestycja Hel Happiness przelała już czarę mojego rozgoryczenia tym, co dzieje się na Płw. Helskim. Dziś już tam nie jeżdżę, no może poza zimowymi spacerami z psem, ale to również rzadko, bo raz na rok, dwa. Idę wtedy przez Hel i ze smutkiem patrzę na okolicę, myśląc: tu nielegalnie zajęto teren, tu nadbudowano brzeg, tam zniszczono krajobraz zagęszczoną zabudową itd. Nie mogę zrozumieć ciągłej walki z naturą, zamiast próby jej zrozumienia i dostosowania się.
– Kiedyś Hel był cudownym małym miasteczkiem z charakterem – było tu sielsko, anielsko i helsko. Teraz wszędzie powstają duże inwestycje, wszystko jest zabudowywane apartamentowcami. To przykre, że władz miasta i Rady Miasta wybranych przez mieszkańców i dla mieszkańców, nie interesuje los helskiej przyrody, wręcz ją ignorują. Wbrew woli mieszkańców. Nasze miasto jest przygniecione betonem i chciwością – mówi Małgorzata Ostaszewska, założycielka inicjatywy Ratujmy Helski Cypel, która w Helu mieszka od urodzenia.
Pani Aleksandra, mieszkanka Trójmiasta, która regularnie odwiedza Płw. Helski, mówi: – Warto zachować naturalny charakter Helu. Moim zdaniem nie ma sensu zabudowa pod turystów, która szkodzi przyrodzie i klimatowi tego wyjątkowego miejsca. Dzięki braku tego typu zabudowy, nocą widać tam np. niebo pełne gwiazd. Wyjątkowe jest to, że w Helu można zobaczyć foki wylegujące się na plaży. Dbajmy o nie – apeluje.
Ptaki stracą siły i zginą po drodze
Półwysep Helski wyróżnia się niezwykłą lokalizacją, także w skali Europy. – Jest elementem szlaku migracyjnego wzdłuż południowego Bałtyku. Obrazowo mówiąc, oznacza to, że przez Półwysep przebiega szlak przelotów ptaków, które przemieszczają się sezonowo – na północ, bądź na południe, w zależności od pory roku – mówi dr Mariusz Miotke, lider zespołu rezerwatów, z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP), kierownik rezerwatu Beka.
Wiosną ptaki lecą tamtędy z południa na północ. Wtedy, jak mówi dr Miotke, wkraczają na wąską ścieżkę, jaką jest Płw. Helski. Dlatego każde drzewo i krzew ma dla ptaków ogromne znaczenie, bo to one stanowią dla nich miejsce odpoczynku i żerowania przed wyczerpującym lotem nad Morzem Bałtyckim.
– A usuwanie drzew, zagospodarowanie tej przestrzeni w kierunku urbanizacji, zdecydowanie ogranicza ptakom możliwość przemieszczania się. Mówimy generalnie o takich ptakach, jakich zazwyczaj nie widzimy, bo to są wręcz maleństwa, które przesuwają się po Półwyspie. Gdy drzewa są wycinane, ptaki nie mają bezpiecznego schronienia ani możliwości posilenia się przed lotem. To oznacza, że mogą nie dotrzeć do celu swojej podróży.
Wiosną są to głównie ptaki wróblowe, czyli sikorki, rudziki, pokrzewki. Ich migracja nie jest tak widowiskowa jak np. bocianów. To raczej krótkie przeloty między koronami drzew, które dają ptakom możliwość ukrycia się, żerowania i przygotowania do „dużego wskoku przez Bałtyk”. Jesienią odbywają się powrotne przeloty. – Dla przykładu – nasz najmniejszy ptak, mysikrólik, , mierzy się z ogromnym wyzwaniem przelotu przez Bałtyk na południe. Dotarcie do lądu, w tym półwyspu, jest kluczowe dla tych małych migrantów. Jeżeli od razu napotkają przeszkody – jak wysokie, przeszklone budynki, co jest charakterystyczne dla współczesnej zabudowy hotelowej lub zabraknie drzew, które dają schronienie, to taka podróż również może zakończyć się źle.
Warto wspomnieć, że niedaleko Kuźnicy, co roku odbywa się akcja obrączkowania ptaków, prowadzona przez Fundację Akcja Bałtycka. Podczas tej akcji można naocznie obserwować, że niemal każda gałązka jest zajęta przez ptaki, które przesuwają się przez Płw. Helski, podążając za instynktem.
Presja turystyczna
Półwysep Helski bez wątpienia jest atrakcją turystyczną. Niestety, to powoduje, że ptaki tracą swoje siedliska. – Potrzeby turystyki i budownictwo cały czas je troszkę przeganiają. Ale geografia tak to wymyśliła, że półwysep wystaje z lądu i dzięki niemu ptaki mogą dłużej trzymać się lądu. Jeśli ograniczymy liczbę drzew, a powiększać będziemy tereny zabudowywane, to dla ptaków zabraknie schronienia i miejsc do nabrania sił przed długim lotem.
Dr Miotke zauważa, że Półwysep Helski nie jest już dziewiczym terenem, a w ostatnich 10-15 latach jest intensywnie zabudowywany. – Nowa głośna inwestycja, Hel Happiness, bardzo nas dotknęła. Wycinka ponad 400 drzew i posadowienie ogromnego hotelowca na końcu Helu, spowoduje duże zamieszanie. Zaburzenia dla całej przyrody to jedna istotna kwestia. Ale mysikrólik, o którym mówiłem, pod koniec lata będzie do nas wracać i pierwszą rzeczą, jaką zobaczy na polskim wybrzeżu, będzie olbrzymi hotel, który jest przeszklony, bo tak wygląda wizualizacja inwestycji. Ptaki będą się zderzać z szybami i ginąć. Te ptaki maja do spełnienia swoje cele – wydane potomstwa i przedłużenie gatunku i w tym celu przemierzają kraj od prawa do lewa. Na każdym etapie napotykają uciążliwości, które napędza presja turystyczna.
– Powinniśmy starać się aby presja człowieka na ten teren nie była jeszcze bardziej zwiększana – mówi Anna Adamczyk, ornitolożka ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Dr Miotke przypomina podobną sytuację z gdyńskiego Redłowa, gdzie pewien inwestor zamierzał wybudować ogromny hotel. – Wtedy zareagowała Regionalna Dyrekcja Środowiska w Gdańsku, wskazując, że przez tą lokalizację przebiega szlak migracyjny wzdłuż południowego Bałtyku – szlak o znaczeniu europejskim – mówi dr Miotke. Dzięki temu udało się powstrzymać budowę tego obiektu. – A więc skoro można było to zrobić w Gdyni, która bardziej na południu zatoki, to uważam, że tym bardziej trzeba to zrobić na naszym wyjątkowym Półwyspie Helskim.
Organizacje walczą o sprawiedliwość i pozostałości natury
– Duża inwestycja, która doprowadzi do wycięcia wielu drzew, jest kolejnym działaniem poddającym Helską przyrodę wyzwaniu – mówi Anna Adamczyk.
– Najważniejsze jest zablokowanie planowanej wycinki – podkreśla Małgorzata Ostaszewska.
Odkąd dowiedziała się o sprawie, zaczęła szukać drzew przeznaczonych do wycinki. – Nie jest trudno je znaleźć, ale trzeba wiedzieć jak szukać.
Relacjonuje, że te drzewa znajdują się w lesie między ul. Bałtycką a Kuracyjną. Oznaczono je na pomarańczowo, ale w sposób, który nie pozwala dostrzec ich z ulicy. – Trzeba wejść w ten las. Jest tam mnóstwo chaszczy, pokrzyw a nawet drut kolczasty. Najwyższy numer, jaki udało mi się znaleźć, to jest 486.
Zaznacza, że to nie ostateczna ilość drzew przeznaczonych do wycinki jest najważniejsza. – Chodzi o to, że to są drzewa na obszarze prawnie chronionym. Jest to obszar Natura 2000 i Nadmorskiego Parku Krajobrazowego.
– Rada Miasta, która powołała zespół przyrodniczo-krajobrazowy pod nazwą Heski Cypel właśnie po to, żeby go chronić przed takimi zabudowaniami, teraz właśnie na nie pozwala. Hel Happiness to inwestycja planowana na dwóch działkach – na większej ma powstać zespół budynków o wysokości 18 m n.p.m., a na mniejszej wielopoziomowy parking o wysokości 13 m n. p. m. na Cel inwestycji? Tylko i wyłącznie komercyjny.
Uwagi, które są, ale jak by ich nie było
W odpowiedzi na medialne i lokalne poruszenie, burmistrz miasta Hel, Mirosław Wądołowski, zwołał konferencję prasową. Poinformował, że: – Nieruchomości te zostały zbyte przez Agencję Mienia Wojskowego w trybie przetargu nieograniczonego. Właścicielem została osoba fizyczna – mówił. Powierzchnia większej działki sięga 1,9 ha, a mniejszej 0,8 ha. – Każdy ma prawo wystąpić do organu o wydanie warunków zabudowy dla danej nieruchomości.
Jak tłumaczył, właściciel tych nieruchomości wystąpił o te warunki, kiedy burmistrzem był jego poprzednik. Zastępca burmistrza był ten sam – Jarosław Pałkowski. Ten powiedział: – Burmistrz uważał, że w Helu powinny powstawać obiekty hotelowe, ale oferujące też usługi prozdrowotne i związane z regeneracją organizmu. […] Ten pomysł spodobał się właścicielowi nieruchomości.
– Hel Happiness to jest tylko komercja. Chcemy, żeby wstrzymano wszelkie prace wycinkowe do czasu zakończenia rzetelnej procedury oceny oddziaływania na środowisko – mówi Ostaszewska.

„Pieniądz i beztroska”
Pani Małgorzata złożyła do burmistrza Helu petycję o podjęcie działań na rzecz zablokowania tej inwestycji.
– Ludźmi rządzi pieniądz albo beztroska. Albo jedno i drugie. Niektórzy wszystko przeliczają na pieniądze, bo nie znają winnych wartości. My mieszkańcy Helu musimy zadbać o to miejsce i jego przyszłość, bo nikt tego za nas nie zrobi. Mamy deficyt zieleni i nadmiar betonu. Co zostawimy naszym dzieciom i następnym pokoleniom?
Czego przede wszystkim oczekują? – Chcemy, żeby uwzględniono nasz głos. Lokalna społeczność i organizacje ekologiczne powinny mieć udział w procesie decyzyjnym. Pojawiają się stwierdzenia, że były jakieś konsultacje. Ja o nich nie słyszałam i wielu mieszkańców miasta – jak się okazuje – również. Wysłanie informacji do osób z rozdzielnika, to raczej nie są konsultacje. A zamieszczanie informacji na BIP-ie w taki sposób, aby były „nie do znalezienia” też nie nazwałabym konsultacjami. Skoro ktoś pyta, dlaczego mieszkańcy nie protestowali, to ja zapytam, dlaczego dla miejsca tak wrażliwego i unikatowego przyrodniczo, jak Helski Cypel do dzisiaj nie sporządzono miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego?
Po tzw. konsultacjach społecznych wypowiedziały się dwie organizacje. – Helska Fundacja Sapere Aude i Fundacja Strefa Zieleni – i to tylko dlatego, że jako strony zostały poinformowane o tej całej inwestycji. Czytałam ich uwagi. Uważam, że są bardzo merytoryczne, ale nie widzę, żeby były wzięte pod uwagę. Ludzie nie rozumieją, że podcinają gałąź, na której siedzą.