Tanie mięso, wysoka cena. Kulisy przemysłowej hodowli w Polsce

Tanie mięso, wysoka cena. Kulisy przemysłowej hodowli w Polsce

Koalicja Żywa Ziemia mówi o ponad 2200 wielkotowarowych ferm drobiu i niespełna 280 wielkotowarowych fermach trzody chlewnej. Media regularnie donoszą o kolejnych protestach przeciwko planowanym lub już działającym, uprzykrzającym życie, fermom. Mieszkańcy i społecznicy zgłaszają się do organizacji pozarządowych, szukając wsparcia, które nazywają ostatnią deską ratunku.

Fermy przemysłowe są nieodłącznie związane z handlem i reklamą, co tworzy wzajemnie napędzające się, potężne lobby. Specjaliści pytają, jaka jest cena spożywania taniego mięsa.

– Przemysłowy chów zwierząt traktowanych jak towar, a nie jak żywe istoty, to na pewno jedna z największych patologii naszej aktualnej cywilizacji. Niewyobrażalne cierpienie żywych, czujących istot, pozbawionych elementarnych możliwości realizowania potrzeb swojego gatunku, połączone jest z deprawacją właścicieli i pracowników takich obozów zagłady nowej generacji – mówi Ewa Sufin-Jacquemart, Prezeska zarządu Fundacji Strefa Zieleni.

Małgorzata Tracz, posłanka Koalicji Obywatelskiej, także nie kryje oburzenia: – W fermach przemysłowych najbardziej bulwersująca jest ich kompletna zbędność. To ogrom cierpienia zwierząt, którego moglibyśmy uniknąć.

– Ludzie mieszkający w pobliżu ferm przemysłowych mają całkowicie zmarnowane życie: uwięzieni w domach nie do sprzedania cierpią na co dzień z powodu smrodu, hałasu, inwazji much.  Szukając wytchnienia w lesie, do którego chodzą z dziećmi na spacer czy na grzyby, znajdują powierzchownie zakopane martwe zwierzęta – zauważa Sufin-Jacquemart. 

– Fermy to same szkody dla lokalnych społeczności: smród, plagi owadów i zaniżona wartość nieruchomości. W Polsce trwają setki protestów – czy przeciwko powstawaniu nowych ferm przemysłowych, czy funkcjonowaniu obecnych. Ludzie protestują, bo nie chcą być niewolnikami we własnych domach. Chcą po prostu żyć normalnie. Smutne jest to, że ich głos nie jest słyszany przez niektórych samorządowców, którzy pozwalają na takie inwestycje na terenie gmina – ubolewa posłanka.

Anna Adamczyk ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA dodaje: – Skala problemu jest ogólnopolska. Do naszego Stowarzyszenia zgłaszają się mieszkańcy właściwie z każdego zakątka kraju. Niepokojącym trendem jest kumulowanie budowy wielu ferm blisko siebie, co drastycznie potęguje wszelkie uciążliwości i czyni życie w danej okolicy niemal niemożliwym. 

Zdarza się również, że inwestycje te planowane są w miejscach o unikalnej przyrodzie, jak otuliny parków narodowych. – Przykładem była planowana budowa fermy świń w Święciechowie na obszarze Natura 2000, w bliskiej okolicy Drawieńskiego Parku Narodowego. Dzięki determinacji mieszkańców oraz organizacji wspierających, inwestycję tę udało się zatrzymać.

Za kolejny ważny sukces uznaje zablokowanie budowy fermy drobiu w Leśnej Podlaskiej. – Skalę problemu najlepiej obrazuje mapa prowadzona przez Koalicję Stop Fermom Przemysłowym, która przedstawia protesty prowadzone w całej Polsce przez mieszkańców zagrożonych tymi inwestycjami.

Anna Spurek, CEO z Green REV Institute, Polska wieś to mieszkańcy, mieszkanki, społeczności lokalne i wspólnoty. To miejsce życia. Miejsce dla rodziny, w którym mieszkańcy muszą mieć zagwarantowane prawo do bezpieczeństwa, zdrowia, do życia w czystym środowisku. Alfabet ferm wielkotowarowych to: antybiotykooporność, bioaerozol, bezradność, choroby układu oddechowego, hałas, brak prawa do informacji, smród, strach, stres, spadek wartości nieruchomości, śmierć miliardów zwierząt, zanieczyszczenie gleby i wody.

„Smród, krew i łzy. Włącz myślenie, bądź zmianą” to książka autorstwa dr Sylwii Spurek. Jeden z jej fragmentów obnaża brutalną prawdę: „W raporcie Living Planet 2020 przedstawiono wyniki obserwacji 20 811 populacji 4 392 gatunków zwierząt i roślin. Wykazano, że między 1970 a 2016 r. nastąpił w nich średni spadek o ok. 68%. Jednocześnie obecnie ok. 60% (biorąc pod uwagę biomasę, czyli łączną masę organizmów) wszystkich ssaków na Ziemi to tzw. zwierzęta hodowlane, ok. 36% stanowią ludzie, natomiast dzikie zwierzęta to jedynie ok. 4%. W przypadku ptaków – te tzw. hodowlane stanowią ok. 70%, a dzikie ok. 30%. To oczywiście dane uśrednione, sytuacja w niektórych krajach jest gorsza. W Polsce udział ptaków hodowlanych w biomasie ptaków ogółem wynosi aż ok. 99%.”

Eksperci podkreślają, że chów przemysłowy jest katastrofą także dla klimatu z powodu intensywnych emisji metanu, głownie z fermentacji jelitowej krów, a także podtlenku azotu. – Przede wszystkim z nawożenia pól, na których uprawia się rośliny na pasze – mówi prezeska Fundacji Strefa Zieleni.

Prof. Zbigniew Karaczun z Koalicji Klimatycznej podkreśla, że emisja metanu pochodząca z hodowli przeżuwaczy, a także z gospodarki odchodami zwierzęcymi, ma przełożenie na klimat. Na jednym z webinarów dotyczących ferm przemysłowych, organizowanych przez Polski Klub Ekologiczny  Gliwice, przytoczył dane z IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu): – Zgodnie z IPCC, rolnictwo jako sektor jest odpowiedzialne 12-14% antropogennych gazów cieplarnianych, natomiast cały łańcuch produkcji żywności to 25-35%.

– Na dodatek zarówno drób jak i świnie karmi się w Europie, w tym w Polsce, najtańszym dziś białkiem czyli paszami na bazie śruty sojowej GMO importowanej z krajów Ameryki Południowej, przede wszystkim z Argentyny i Brazylii. Uprawa soi GMO wymaga intensywnych oprysków herbicydem, najczęściej glifosatem, wywołując poważne skutki zdrowotne u lokalnej ludności – komentuje Sufin-Jacquemart.

Przy tym wycina się coraz większe połacie Puszczy Amazońskiej, co samo w sobie ma ogromny wpływ na klimat w skali globalnej. Wycinka następuje właśnie pod uprawy soi czy wypas bydła. Przemysłowa produkcja pasz wyjaławia gleby na ogromną skalę, co, jak zauważa, zagrażaj przyszłemu bezpieczeństwu żywnościowemu i bioróżnorodności obszarów rolniczych. 

Działalność ferm nie pozostaje bez wpływu na wody i gleby. Sufin-Jacquemart dodaje, że odchody hodowanych w fermach zwierząt wylewane są na pola, często nielegalnie w nadmiernej ilości. Następnie przedostają się do wód podziemnych lub spływają z deszczem do strumieni, rzek i jezior, a finalnie do Bałtyku. – Wraz z wypłukiwanymi z pól nawozami sztucznymi powodują w tych ciekach i zbiornikach ich eutrofizację, czyli przenawożenie. Bałtyk powoli umiera z powodu coraz liczniejszych i coraz większych stref beztlenowych, a plaże są zamykane z powodu zakwitu sinic.  

Spurek mówi bez ogródek: – To absurd, że państwo i Unia Europejska chronią zanieczyszczających i dopłacają im za niszczenie naszego zdrowia i życia.

– Na fermach tracimy wszyscy: zwierzęta i ludzie. Zyskują tylko właściciele ferm, bogacący się na cierpieniu – punktuje Tracz.

– Dlatego musimy porzucić ten model produkcji żywności i promować tzw. dietę planetarną – zaleca Sufin-Jacquemart.

Taki model odżywiania zakłada dominację diety roślinnej, najlepiej uprawianej ekologicznie, przy niewielkiej ilości mięsa z ekstensywnych hodowli. – Najlepiej w ramach wszechstronnego rodzinnego i lokalnego rolnictwa ekologicznego i regeneratywnego – dodaje.

Maksyma to: mniej żywności a znacznie lepszej jakości, bez marnowania. – Eliminując marnowanie żywności poprawimy dostępność ekonomiczną produktów wysokiej jakości, a przy tym dobrostan zwierząt, stan środowiska i zdrowie ludzi. Wspaniale, że dieta planetarna dociera do naszych szkół. Miejmy nadzieję, że wraz z nią będą wchodziły do stołówek szkolnych i przedszkolnych coraz większe ilości ekologicznych warzyw i owoców. a chów przemysłowy będziemy stopniowo wygaszać aż do całkowitej jego eliminacji.