Inwestycje w OZE pod presją nowych przepisów. Branża ostrzega przed „blokadą energetyczną”

Wiatraki na lądzie. Pixabay/distelAPPArath

Przedstawiciele sektora OZE przyznają, że w trakcie prac legislacyjnych widać większą otwartość administracji na dialog z rynkiem. Jednocześnie podkreślają, że bez istotnych korekt projekt UC84 może doprowadzić do trwałych zaburzeń w rozwoju odnawialnej energetyki w Polsce, uderzając przede wszystkim w krajowe małe i średnie przedsiębiorstwa.

Celem projektowanej ustawy jest eliminacja tzw. „projektów zombie”, czyli inwestycji, które od lat blokują moce przyłączeniowe, nie będąc realnie realizowanymi. Ten kierunek zmian spotyka się z aprobatą branży. Zdaniem PIGEOR problemem są jednak metody, jakie ustawodawca chce zastosować.

Jak wskazuje Izba, nowe regulacje mogą objąć również projekty, które są rozwijane od lat, posiadają ważne umowy przyłączeniowe i poniosły znaczne koszty przygotowawcze. W efekcie inwestorzy mogą stracić środki zainwestowane zgodnie z dotychczasowym prawem — wyłącznie z powodu zmiany przepisów.

Najwięcej wątpliwości budzą przepisy przejściowe, które uzależniają utrzymanie warunków przyłączenia od uzyskania pozwolenia na budowę w ściśle określonych terminach — 24 miesiące w przypadku fotowoltaiki i 36 miesięcy dla energetyki wiatrowej, liczonych od momentu wejścia ustawy w życie.

Dodatkowym warunkiem jest istnienie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego lub jego szybkie uchwalenie. W praktyce — jak podkreśla branża — oznacza to uzależnienie losu inwestycji od tempa pracy samorządów.

Inwestorzy nie mają realnego wpływu na długość procedur planistycznych i środowiskowych. Przerzucanie na nich odpowiedzialności za opóźnienia administracyjne podważa stabilność systemu prawnego — wskazuje dr Ewa Krasuska, dyrektor generalna PIGEOR.

Zdaniem Izby konsekwencje nowych regulacji mogą być bardzo poważne. W grę wchodzi zamrożenie projektów, które w krótkim czasie mogłyby wejść w fazę realizacji i zwiększyć krajową produkcję energii. Branża ostrzega również przed utratą tysięcy miejsc pracy oraz zahamowaniem rozwoju krajowego zaplecza wykonawczego.

— Stawką są nie tylko pojedyncze inwestycje, ale wiarygodność Polski jako rynku dla długoterminowego kapitału — podkreślają przedstawiciele sektora OZE.

Jakie zmiany postulują eksperci?

Branża zaleca dodanie kamieni milowych z umowy przyłączeniowej (decyzja środowiskowa, pozwolenie na budowę oraz gotowość do podania napięcia). Jeśli inwestor nie wywiąże się z dowolnego z nich, powinno to dać operatorowi możliwość rozwiązania umowy. Jak mówią, pozwoliłoby to „wyciąć wampiry z projektu”.

PIGEOR deklaruje gotowość do dalszej współpracy przy pracach legislacyjnych, wskazując jednocześnie obszary wymagające pilnej korekty. Wśród kluczowych postulatów znajdują się:

  • zachowanie stabilności prawnej dla istniejących projektów i ochrona praw nabytych,
  • dostosowanie terminów ustawowych do realiów administracyjnych,
  • jasne oddzielenie projektów spekulacyjnych od inwestycji faktycznie rozwijanych.

Według Izby tylko takie podejście pozwoli jednocześnie odblokować sieci elektroenergetyczne, zabezpieczyć interes inwestorów i utrzymać tempo transformacji energetycznej.

W imieniu ponad 600 firm z branży OZE, reprezentujących większość rynku odnawialnej energetyki w kraju, Izba skierowała list otwarty do Premiera Donalda Tuska list otwarty w sprawie projektu ustawy sieciowej UC84.

„Ostrzegamy wprost: projekt w obecnym kształcie uderza w bezpieczeństwo energetyczne państwa i doprowadzi do wzrostu cen energii” – czytamy w liście. To nie jest problem „branżowy”. To problem, który dotyczy każdego odbiorcy energii w Polsce – dodają sygnatariusze.

Dodatkowo sześć organizacji wystosowało w tej sprawie pismo do marszałka sejmu, do klubów parlamentarnych a także do przewodniczących wybranych komisji sejmowych.

Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, były wiceminister ochrony środowiska w rządzie Jerzego Buzka, mówi: – Jest zgoda co do istnienia pewnej grupy firm spekulujących papierami-umowami przyłączeniowymi. Rząd nie potrafi wyłuskać i skierować legislacji porządkującej  przyłączenia do sieci wobec tej właśnie grupy. Co robi? Uderza tymi przepisami we wszystkich. Mamy nagłe podwojeniem opłat i pozbawienia umów wszystkich. Też tych, którzy chcą montować fotowoltaikę, budować elektrownie wiatrowe, czy biogazowe – i rzetelnie policzyli inwestycję oraz opłacili wydane przez państwo zgody.

– Takie „Janosikowe akcje” nie budują zaufania do państwa. To jest podobne do zbiorowej odpowiedzialności za spekulacje jakiejś mniejszościowej grupy – apeluje.

Czym grożą te zmiany wyjaśnia Paweł Konieczny, prezes zarządu R.Power Development: – Wprowadzenie zmian w proponowanym kształcie będzie niosło ze sobą szereg negatywnych konsekwencji. Po pierwsze dla branży, która pomimo różnych utrudnień regulacyjnych nadal dynamicznie się rozwija, zmiany mogą spowodować, że część małych i średnich polskich firm upadnie, bo nie będą w stanie zaangażować tak dużych kwot na zaliczki i zabezpieczenia, jakie ma wprowadzić projekt ustawy.

Po drugie – wbrew narracji części zwolenników ustawy – przekonuje, że transformacja energetyczna Polski spowolni. – Skoro są podmioty, które obecnie nie mogą otrzymać warunków przyłączenia z uwagi na zablokowaną sieć, oznacza to, że dotychczas nie działały sprawnie, bo dłużej przygotowywały swoje projekty, niż konkurencja. I ciężko oczekiwać, że nagle staną się bardziej efektywne w swoich działaniach. No i wreszcie skutek najpoważniejszy: finalnie zwiększy się w Polsce cena energii – zauważa Konieczny.

Pytany, czego oczekuje od decydentów, tłumaczy: – Przede wszystkim zasady, że projekty, które już są na zaawansowanym etapie (czyli został złożony wniosek o warunki przyłączenia, a w szczególności warunki te zostały już przez operatora wydane) nie zostaną objęte wprowadzanymi obecnie dodatkowymi obciążeniami finansowymi. Innymi słowy oczekujemy, aby prawo nie działało wstecz, a prawa nabyte w postaci otrzymanych warunków przyłączenia były chronione. Jest to rzecz podstawowa, bo zdaniem prawników analizujących projekt ustawy nosi ona w tym aspekcie cechy niekonstytucyjności.

Henryk Kaliś, Prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii (IEPiOE), odnosi się do UC-84 w jeszcze szerszym kontekście. – Jeśli odbiorcy przemysłowi będą mieli magazyny energii, to będą mogli robić to, na czym im najbardziej zależy; zmniejszać koszty jej zakupu zużywając ją, gdy w systemie jest jej nadmiar. Dzięki temu źródła odnawialne będą mogły produkować więcej i dzięki temu mniej energii będzie się marnować. Chyba się zgadzamy co do tego, że nie po to budujemy elektrownie i wydajemy mnóstwo pieniędzy odbiorców, żeby później tej energii nie produkować?

Podkreśla, że „za wszystko muszą zapłacić odbiorcy”. Dodaje, że instalacjom, które są redysponowane, należy później i tak zapłacić odszkodowania za niewyprodukowaną energię, oraz pokryć utracone przychody wynikające z funkcjonujących systemów wsparcia.

O co toczy się walka? – UC84 zawiera zapisy, które zmieniają zasady i terminy pobierania opłat za przyłączenie, generując ryzyko ich utraty w efekcie przedłużających się procesów inwestycyjnych.

– Branża OZE wie, że procesy te trwają w Polsce zbyt długo, dotyczy to głównie uzyskiwania pozwoleń na budowę. Ich niezależne od inwestorów przedłużanie będzie powodowało, że wniesionych opłat nie da się później odzyskać – mówi Kaliś. 

– To jest tak, że tzw. instalację „zombie” blokowały dotąd możliwości przyłączeniowe w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Intencją autorów tej regulacji było między innymi wyeliminowanie ich z obrotu gospodarczego. Przechodząc do tego, czego oczekują odbiorcy przemysłowi – my jesteśmy zainteresowani najtańszą możliwą technologią produkcji energii elektrycznej, a taką technologią są na dziś elektrownie wiatrowe lokowane na lądzie – przekonuje Kaliś.

Koszt energii z takiej elektrowni może wynosić między 300 a 400 zł do 1 MWh w zależności od charakteru projektu i jego lokalizacji. – Na dzień dzisiejszy nie można tego z niczym porównać. Jesteśmy więc za swobodą rozwoju dla tej technologii.

Przypomina przy tym (anty)wiatrakowe weto prezydenta Karola Nawrockiego. – W naszej ocenie decyzje o lokowaniu elektrowni wiatrowych powinny być podejmowane w porozumieniu pomiędzy administracja lokalną, lokalnymi społecznościami i inwestorami. Jeśli takie porozumienie jest, obie strony tego chcą i są lokalne warunki, które umożliwiają wybudowanie tych wiatraków, to przepraszam, ale co Panu Prezydentowi do tego?

Technologia wiatrowa ma się ich zdaniem rozwijać.

– Wprowadzamy ograniczenia dla pewnego kierunku rozwoju, a weto i brak przeprowadzenia tych regulacji spowoduje, że zostaniemy przy tych regulacjach, które obowiązują dotąd. Powtórzę jeszcze raz, że akurat odbiorcy przemysłowi od lat postulowali, żeby ta technologia się rozwijała. Powiem więcej – my byśmy chcieli budować te wiatraki na swoich terenach.

Przyznaje, że obszarów mają dużo. – Przez parę lat staraliśmy się usunąć wszelkie bariery w lokowaniu właśnie elektrowni wiatrowych, ale mamy świadomość, że nie jesteśmy jedynymi gospodarzami na całym terenie, że musimy się dogadywać z gminami, z administracją lokalną i z ludźmi, którzy tam mieszkają. Tak też chcemy robić, ale jeśli takie porozumienie już będzie, to nie chcielibyśmy, by Warszawa decydowała o tym, czy my ten wiatrak wybudujemy czy nie – postuluje prezes IEPiOE.