Ekran w Turowie nie działa. Rekultywacja kopalni może potrwać ponad 100 lat

Ekran w Turowie nie działa. Rekultywacja kopalni może potrwać ponad 100 lat
fot. Julian Nyča - Own work, CC BY-SA 3.0

Spór z Czechami o Turów był sporem o wodę, który kosztował Polskę ponad 450 milionów złotych. Najnowsza ekspertyza hydrogeologiczna dotycząca kopalni węgla brunatnego Turów pokazuje, że tzw. ekran przeciwfiltracyjny będący rezultatem polsko-czeskiej umowy z lutego 2022 roku przyniósł ograniczone i lokalne efekty, natomiast nie rozwiązuje kluczowego problemu leja depresji ani długofalowych skutków odwodnienia terenu.

Dokument wskazuje także na poważne ryzyka związane z planowaną rekultywacją wyrobiska wodami rzeki Nysy Łużyckiej.

Z danych monitoringowych prowadzonych po polskiej i czeskiej stronie granicy wynika, że od 2022 roku w bezpośrednim sąsiedztwie ekranu (do kilkuset metrów) obserwowane jest podnoszenie się poziomu wód podziemnych – miejscami nawet o kilka metrów. Dotyczy to głównie najintensywniej drenowanych warstw wodonośnych.

Jednocześnie ekspertyza jasno wskazuje, że poza tym obszarem efekt ten jak dotąd nie występuje. W głębszych warstwach wodonośnych, dalej od ekranu – m.in. między granicą państwową a miastem Hrádek nad Nisou – poziom wód nadal się obniża. Oznacza to, że ekran nie zatrzymuje regionalnego leja depresji, a jego oddziaływanie ma charakter lokalny, ale nie chroni zasobów wodnych całej niecki żytawskiej.

– Ekran przeciwfiltracyjny w Turowie działa tylko lokalnie. Chroni najbliższe otoczenie, ale nie zatrzymuje leja depresji ani nie odwraca skutków wieloletniego odwodnienia. To środek ograniczający szkody, a nie rozwiązanie problemu – mówi dr Sylwester Kraśnicki, hydrogeolog i autor ekspertyzy.

Autor raportu zwraca uwagę, że jednocześnie z budową ekranu osiągnięto głębokość eksploatacji i odwodnienia złoża wynoszącą ponad 300 metrów. To powoduje dalsze pogłębianie leja depresji i częściowo niweluje pozytywny wpływ ekranu. W praktyce oznacza to, że im głębiej prowadzona jest eksploatacja, tym większy jest drenaż wód podziemnych – także poza obszarem chronionym ekranem. Oznacza to, że efekt ochronny ekranu jest stale osłabiany przez rozwój samej kopalni.

Ekspertyza bardzo krytycznie ocenia realność planów rekultywacji wyrobiska wodami powierzchniowymi. Zgodnie z obowiązującymi założeniami zbiornik końcowy miałby być wypełniany m.in. wodami Nysy Łużyckiej przez około 35-37 lat.

Analiza danych hydrologicznych pokazuje, że średnie i minimalne przepływy Nysy Łużyckiej systematycznie maleją. Jeśli obecne trendy się utrzymają:

  • średni przepływ rzeki może spaść do końca XXI wieku o 50-60%,
  • przepływy minimalne nawet o 60-70%,
  • a sama rzeka może okresowo wysychać.

– Malejące przepływy Nysy Łużyckiej oznaczają, że dostępne zasoby wodne mogą okazać się niewystarczające do rekultywacji wodnej wyrobiska w zakładanym tempie. W skrajnym scenariuszu zamiast 30-40 lat, napełnianie zbiornika może potrwać ponad 100 lat – o ile w ogóle będzie możliwe – podkreśla dr Kraśnicki. 

Ekspertyza podkreśla, że mimo zbliżania się do końcowego etapu eksploatacji złoża, nie istnieje szczegółowa i realistyczna koncepcja rekultywacji wyrobiska. Autor nie wyklucza również scenariusza wcześniejszego zamknięcia kopalni z powodów ekonomicznych, co dodatkowo zwiększa wagę pilnego przygotowania takiej strategii.

– Ekran przeciwfiltracyjny nie został zaprojektowany do likwidacji leja depresji i nie spełnia takiej funkcji. Jego oddziaływanie jest ograniczone przestrzennie i nie obejmuje obszarów położonych dalej od kopalni, gdzie nadal obserwuje się spadki poziomu wód podziemnych – ostrzega naukowiec

Wyniki ekspertyzy nie pozostawiają wątpliwości: dalsze odkładanie planu zamknięcia kopalni i rekultywacji odkrywki to poważny błąd środowiskowy i strategiczny.

– Ekspertyza potwierdza słuszność wieloletnich starań o określenie harmonogramu odejścia od węgla i zamykania kompleksu Turów przez rząd i PGE. Region Trójziemia potrzebuje min. natychmiastowego, realistycznego planu przywrócenia wód i zakończenia eksploatacji. Odkładanie tych działań jest błędem – komentuje Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Z raportu jednoznacznie wynika, że czas na decyzje i rzetelne planowanie końca działalności kopalni jest teraz, a nie za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. 

– Trudno zrozumieć dlaczego PGE odmawia udostępnienia aktualizacji modelu hydrogeologicznego wszystkim zainteresowanym zasłaniając się prawami autorskimi. To absurdalne, bo ani woda w Nysie Łużyckiej ani sama rzeka nie należą do PGE – punktuje Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.

– Nowy prezes PGE powinien w ramach nowej strategii, nad którą trwają obecnie prace, przygotować politykę wodną spółki, analizując nie tylko skutki zmiany w stosunkach wodnych na infrastrukturę i elektrownie należące do PGE, ale również wpływ PGE na wody i innych użytkowników.

Z ekspertyzy wynika też, że skutki działalności Turowa wykraczają daleko poza granice powiatu czy nawet województwa. Nysa Łużycka jest jednym z kluczowych dopływów Odry, dlatego każdy długotrwały pobór wody na potrzeby zalewania odkrywki będzie wpływał na przepływy w całym systemie rzecznym. W praktyce oznacza to konsekwencje dla gospodarki wodnej i energetyki w zachodniej Polsce.  Zalewanie odkrywki w Turowie będzie obniżać przepływy Nysy Łużyckiej, a w suchych latach skutki mogą być odczuwalne aż na granicznej Odrze (rejon Gubina–Gryfina). Oznacza to problemy dla poborów komunalnych wody, żeglugi i funkcjonowania elektrowni. 

– Woda, która normalnie zasilałaby Nysę Łużycką, będzie w istotnej części zatrzymywana w odkrywce, zamiast trafić do Odry, co pogłębi problem niskich przepływów w okresach upałów i niżówek. Pogorszy to warunki poboru wody przez elektrownie w dół rzeki, prowadząc do pracy ze zmniejszoną mocą lub przestojów oraz zwiększając ryzyko przekroczenia dopuszczalnej temperatury zrzutu wód chłodniczych. Szczególnie narażona jest Elektrownia Dolna Odra z otwartym systemem chłodzenia – wyjaśnia Katarzyna Wiekiera ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, która w ramach kampanii „Rzeki w gorączce” podnosi problem zależności konwencjonalnych elektrowni i rzek.

– Elektrownie projektuje się na przepływy niskie, ale wpływu Turowa nikt nie uwzględnił – wyjaśnia Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.

– Dolna Odra już teraz ma problemy, Wojewódzki Sąd Administracyjny w lipcu 2025 roku uchylił zezwolenie na eksploatację nowej elektrowni ponieważ uznał, że ta nie zabezpiecza konieczności utrzymania przepływu nienaruszalnego rzeki, czyli minimalnego poziomu wody potrzebnego do zachowania w niej życia”.

Skargę w tej sprawie złożyło Towarzystwo na rzecz Ziemi.

Podobny proces będzie zachodzić w zlewni Warty i będzie powodowany koniecznością zalania odkrywki Bełchatów. Zagrozi ono funkcjonowaniu takich elektrowni jak planowana elektrownia gazowa Adamów i Ostrów Wielkopolski.

– W regionach doświadczających silnego stresu wodnego nie powinno w ogóle planować się budowy nowych elektrowni termalnych – mówi Wawręty.

Przeczytaj ekspertyzę dr Sylwestra Kraśnickiego


Źródło: Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”