Erste Group, rodem z mocno sceptycznie nastawionej do energetyki jądrowej Austrii, przejął kontrolę nad trzecim największym bankiem w Polsce – Santander Bank Polska. Rezultat: zarząd Erste ma niski apetyt na ryzyko związane z finansowaniem nowych elektrowni jądrowych.
Często zapominamy, że kapitał jednak ma narodowość. I tak, niewiele jest francuskich czy brytyjskich banków nastawionych krytycznie do finansowanie nowych elektrowni jądrowych. Jeżeli chodzi o instytucje finansowe z centralą w Wiedniu jest już odwrotnie. Trudno tu znaleźć instytucję, która paliłaby się do finansowania atomu. Nowych elektrowni jądrowych nie finansuje największy konkurent Erste Group w Austrii – Raiffeisen Bank International ani nie ubezpieczy austriacka Uniqa.
Erste przejmuje Santandera. Największa operacja dekady
W tym tygodniu klienci Santander Bank Polska mają zacząć się przyzwyczajać do nowej nazwy banku – Erste Bank Polska. Jak podkreślają nowi właściciele, jest to największa transgraniczna operacja na rynku bankowym w Unii Europejskiej od 10 lat. Zarząd banku, w prezentacji skierowanej do właścicieli banku uczestniczących w Walnym Zebraniu Akcjonariuszy Erste Group w Wiedniu w piątek, 17 kwietnia, wielokrotnie podkreślał znaczenie zakupu polskiego banku dla przyszłości austriackiej grupy finansowej. Obserwatorom nie umknął też fakt, że liczba klientów polskiej spółki córki przekracza liczbę klientów spółki matki w Austrii.
Dwóch akcjonariuszy postanowiło przetestować skalę apetytu na ryzyko związane z finansowaniem nowych elektrowni jądrowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Kuba Gogolewski, dyrektor programowy polskiej fundacji Mission Possible, zwracał uwagę na potrzebę przeprowadzenia testu wrażliwości planowanego w Polsce programu rozwoju energetyki jądrowej i pierwszej elektrowni atomowej na szybszy spadek liczby pracowników oraz populacji Polski niż ten przyjmowany w scenariuszach służących do prognozowania wzrostu zużycia energii elektrycznej w Polsce.
Demografia i regulacje kontra atom. Rosną wątpliwości wokół inwestycji
Jak podkreśla Gogolewski, w najnowszych prognozach demograficznych Eurostatu opublikowanych w zeszłym tygodniu – do końca XXI wieku liczba mieszkańców Polski ma spaść o prawie 12 mln, czyli o 3 mln więcej niż wynosi obecna populacja Austrii. Z kolei liczba osób w wieku produkcyjnym ma spaść do 2035 r. o 2,2 mln, czyli więcej niż liczba wszystkich osób pracujących w Chorwacji, Luksemburgu czy w Słowenii.

Wskazał również na potrzebę przeprowadzenia testów wrażliwości modeli finansowych planowanej elektrowni jądrowej na mniej optymistyczne scenariusze demograficzne niż te przyjmowane obecnie w Krajowym Planie na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK). Aktualne założenia tego dokumentu przewidują bowiem wzrost liczby ludności Polski do 2030 r., mimo że dane GUS i Eurostatu wskazują na utrzymujący się trend spadkowy.
W trakcie walnego zebrania Gogolewski zwrócił również uwagę, że planowana elektrownia jądrowa w Lubiatowie-Kopalinie, w nadmorskiej gminie Choczewo, nie spełnia jednego z kluczowych technicznych kryteriów kwalifikacji (z ang. technical screening criteria) unijnej taksonomii zrównoważonych inwestycji – wymogu posiadania udokumentowanego planu ze szczegółowymi działaniami mającymi na celu uruchomienie do 2050 r. obiektu stałego składowania wysokoaktywnych odpadów promieniotwórczych. Z aktualizacji polskiego programu energetyki jądrowej z czerwca 2025 r. wynika natomiast, że potrzeba budowy takiego obiektu może pojawić się dopiero około 2070 r.
Finansowanie pod znakiem zapytania. Kluczowy będzie test rynku
Zarząd Erste Group odpowiedział krótko, że apetyt banku na inwestycje w nowe elektrownie jądrowe jest niski. Podkreślił też, że finansowanie rzadko ma formę finansowania poszczególnego projektu (z ang. project financing).
Co to znaczy dla finansowania elektrowni jądrowej w Choczewie? Otóż wbrew zapewnieniom rządu, nie wszystkie instytucje finansowe podchodzą do inwestowania w energetykę jądrową z równym entuzjazmem.
Inwestycje w firmy czerpiące 50 proc. lub więcej energii z energetyki jądrowej wyklucza holenderski ASR. Z kolei zgodnie z Odpowiedzialną Polityką Finansowania (Responsible Financing Policy) Erste Group finansowanie nowych projektów jądrowych, które nie spełniają kryteriów unijnej taksonomii, kwalifikowane jest jako działalność niekwalifikowalna, chyba że zostanie wykazane ich kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa. Także największy bank publiczny na świecie – Europejski Bank Inwestycyjny – nie finansuje budowy nowych elektrowni jądrowych. Energetyki jądrowej nie finansuje też Raiffeisen Bank International ani nie ubezpiecza austriacka Uniqa. I to właśnie dostępność ubezpieczenia będzie prawdziwym testem dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Kuba Gogolewski wskazał również na potrzebę przeprowadzenia testów wrażliwości biznesplanu pierwszej polskiej elektrowni jądrowej na scenariusze szybszego rozwoju odnawialnych źródeł energii oraz rosnącej autokonsumpcji energii elektrycznej przez gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa i samorządy. Czynniki te w połączeniu z szybkim spadkiem liczby pracowników oraz populacji Polski mogą w dłuższym okresie ograniczać zapotrzebowanie na energię z systemowych źródeł wytwórczych w porównaniu z rządowymi scenariuszami zakładającymi podwojenie zużycia energii elektrycznej w 2050 r.
