Polska transformacja energetyczna postępuje. W ciągu 10 lat udział węgla w miksie energetycznym spadł o prawie 30 punktów procentowych. Transformacja dzieje się jednak jakby mimo woli kolejnych rządów, które mówią o niej w trybie przypuszczającym i w czasie przyszłym, cały czas oszukując górników. Stosuje się też zbyt wiele metafor walki, rewolucji, co tylko napędza emocje społeczeństwa i daje oręż populistom.
Ostatni Szczyt Rady Europejskiej w sprawie cen energii pokazuje, że nawet premier Donald Tusk stosuje narracje, które przypominają do złudzenia wypowiedzi m.in. doradców prezydenta Nawrockiego. Warto w tym kontekście przypomnieć wypowiedź Ministry Klimatu i Środowiska Hennig-Kloski, która padła prawie w tym samym czasie, co konferencja premiera. W jej ujęciu narracja wokół ETS, czyli unijnego systemu handlu emisjami, jest tak odmienna od tonu Tuska, że dodatkowo powstaje chaos informacyjny. Ten z kolei sprzyja dezinformacji. System ETS jest przykładem mechanizmu „kija i marchewki”, czyli zestawu wymagań i zachęt, który przy minimum dobrej woli ze strony tłumaczącego zrozumie każdy Kowalski.
Nowy chłopiec do bicia
Podobnie jak Zielony Ład czy umowa Mercosur, to właśnie system handlu emisjami – ETS – właśnie rozpalił internet i polityków. Mowa jest o mechanizmie, który ma zachęcać do transformacji poprzez stosowanie mechanizmów finansowych. Tymczasem dyskusja ociera się prawie o Polexit, a emocje sięgają zenitu. Po Zielonym Ładzie czy umowie Mercosur, pojawił się nowy chłopiec do bicia. Podobieństwo do tamtych programów jest też takie, że mówimy o czymś, co jest z nami w Europie od dłuższego czasu, ale dopiero ostatnio kwestie te stały się zapalnikiem reakcji populistycznych .System ETS nie tylko motywuje nas do transformacji energetycznej i dekarbonizacji, czyli odchodzenia od węgla, ale też przekazuje środki ze sprzedaży prawa do emisji do skarbów państwa, a kraje członkowskie korzystają z nich w celu np. rozbudowy sieci przesyłowych.
ETS polega na mechanizmie „kija i marchewki”. Niestety w mediach i politycznych debatach przebija się głównie element „kija”. W ostatnich dniach wtargnęła z impetem dezinformacja, że oto Bruksela narzuca nam kolejny podatek, czyli ETS 2. Analitycy dezinformacji dostrzegli w kampaniach wokół ETS elementy uderzeń hybrydowych. Niestety, niektóre fałszywe rewelacje pochodzą z ust najważniejszych polityków, w tym premiera.
„Reżym klimatyczny”
Tuż po zakończeniu szczytu rady w Brukseli premier Tusk podczas konferencji prasowej próbował wytłumaczyć polskim dziennikarzom, że w sprawie ETS doszło do rewolucji, do przełomowej zmiany, że w końcu, wraz z innymi państwami, udało się stworzyć wspólny front walki z europejskim systemem handlu emisjami. Premier wplatał też takie sensacyjne smaczki jak sugestia, że utworzenie wspólnego „frontu” to efekt jego dyskusji z premierką Włoch Meloni. Powiedział też, że porozumienie państw stanęło przeciw krajom, które mają uchodzić za „klimatyczne” jednocześnie sugerując, że system ETS został stworzony wyłącznie po to, aby karać zanieczyszczających. System ten miał się opierać na jednakowym „reżymie klimatycznym”, ślepym na potrzeby krajów jak Polska. Mówił też, że ETS to skomplikowana sprawa, że trudno to zrozumieć, tym samym powtarzał narracje padające z ust polityków prawicowych.
Premier wspominał też coś po cichu o wyjściu z ETS, że to nie jest takie proste, że to może grozić wspólnocie, ale nie dodał, że mechanizm ten to dla Polski dochód, który co do zasady miał iść na transformację energetyczną, ale niestety wykorzystywany był do innych celów. Pieniądze z mechanizmu zostały w Polsce wydane na zupełnie inne cele, niż ich przeznaczenie, a nawet mogły nasze uzależnienie od spalania paliw kopalnych pogłębiać. Przychody z ETS zasiliły skarb państwa, ale nie były one potem reinwestowane w technologie niskoemisyjne. Przykładowo, finansowano rekompensaty dla przedsiębiorstw energetycznych, co miało na celu ochronę konsumentów przed drastycznymi podwyżkami rachunków. Zasypywano więc nimi dziury, które pogłębiają się wciąż, ponieważ transformacja w Polsce nie jest prowadzona w skoordynowany sposób.
Rewolucja, o której mówił premier, polegałaby zatem raczej na tym, gdyby środki z ETS zaczęły być „znakowane”, żeby było wiadomo, na co mają być przeznaczone. Premier wspomniał, że dekarbonizacja i rozproszenie energetyki to dobry kierunek, nie powiedział jednak, że te dwa elementy finansowane są właśnie z ETS czy z Funduszu Modernizacyjnego.
Hennig-Kloska: ETS finansuje polską transformację
Niemalże w tym samych czasie, kiedy Tusk przekonywał, że udało mu się znieść „reżym klimatyczny” ministra środowiska i klimatu podczas konferencji prasowej odpowiadała na zamieszanie wokół programu ETS. Zaznaczyła wyraźnie, że obecnie, także w wyniku zmienionego otoczenia geopolitycznego, kraje jak Polska dążą do przesunięcia wprowadzenia ETS 2 do 2028 r., a może nawet uczynienia z niego programu dobrowolnego dla państw członkowskich. Mówiła też o dodatkowych bezpłatnych certyfikatach, szczególnie dla przemysłu.
Minister mówiła o środkach z ETS, jakie trafiają do skarbu państwa, ale też o funduszu modernizacyjnym, także zasilanym środkami z ETS, który przeznacza środki na np. termomodernizację, a operatorem jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Nie mogła się nachwalić, jak ważny to mechanizm, że dzięki niemu Polska jest jednym z największych beneficjentów środków na transformację energetyczną i widać to gołym okiem. To także z niego pochodziły środki na dofinansowania do ekologicznych źródeł ciepła, do termomodernizacji budynków użyteczności publicznej itp.
„CPN – ceny paliw niżej”. Brzmi dobrze, ale trudno nie mieć wrażenia, że to tylko szybka odpowiedź na rosnące emocje. Od kilku dni znowu słyszymy, że wszystkiemu winny jest ETS. Że „Bruksela”, że „reżym”, że to przez to płacimy więcej. Problem w tym, że to bardzo wygodna opowieść… pic.twitter.com/OeDX8e3p7o
— EKO-UNIA (@EkoUnia) March 31, 2026
Hennig-Kloska odniosła się też do Polexitu łączonego z wyjściem z ETS. Jej zdaniem wyjście z ETS jest nie tyle niemożliwe, co niepotrzebne, a wręcz szkodliwe. Mówiła, że dzięki niemu w Europie działa prawie jednolity rynek energii, że możliwy jest import i eksport energii między państwami na jednolitych zasadach. Gdyby od tego odejść mielibyśmy nie tylko naruszenia traktatowe, ale przede wszystkim chaos, a do tego jeszcze droższy prąd. Nie konfrontowała się z Donaldem Tuskiem, doceniła starania o opóźnienie wejścia ETS 2. Nie wspominała o żadnym reżymie klimatycznym, który miałby być nałożony przez „klimatyczne” kraje, jak np. Niemcy.
Tusk mówił też, że wywalczył dodatkowe środki na transformację, ale nie wspominał, że pieniądze te będą najpewniej pochodzić ze środków wygenerowanych przez ETS. Co więcej, premier mówiąc o nadmiernym obciążeniu cen energii w Polsce przez ETS de facto podpisał się pod jawnie dezinformacyjną kampanią żarówkową. Wtedy, w 2022 r., billboardy w całym kraje pokryła kampania, która mówiła o tym, jak ETS i opłata klimatyczna drastycznie wpływają na ceny energii w Polsce.
Kampania żarówkowa „bis”
Trudno zatem zrozumieć strategię premiera, aby mówiąc o ETS stosować narracje prawicowe, a do tego dezinformacyjne. Prawdą jest, że Polska i inne kraje starały się o „złagodzenie” systemu ETS, ale nie dodał, że w zasadzie chodzi o ograniczenie spekulacji dotyczących cen uprawnień do emisji.
Niestety premier Tusk stosował narrację o działaniach radykalnych – mówił o rewolucji i walce. Jednocześnie stwierdził, że za wysokie ceny prądu w Polsce odpowiada ETS, a nie fakt, że środki z niego są przejadane, na przykład na mrożenie cen energii.
W dyskusji wokół ETS premier wplatał wątki klimatyczneco wzbudzało poczucie, że w całym tym systemie chodzi wyłącznie o ochronę klimatu. Ponieważ sprawy ochrony środowiska zeszły w ostatnim czasie na plan dalszy, mogło to sugerować, że na takie luksusy jak ochrona klimatu będziemy musieli poczekać. Nie dodał jednak, że w system ETS jest też narzędziem transformacyjnym, a jej celem jest też uniezależnienie się od importu paliw kopalnych. Właśnie w kontekście konfliktu na bliskim wschodzie można było unaocznić obywatelom, jak ważne jest dzisiaj budowanie niezależności energetycznej w Europie. Za wysokie ceny energii odpowiada nasza zależność od „obcego” gazu, ropy, a nawet węgla, poza tym taka sytuacja stawia nas wobec wielu krajów na świecie w pozycji podporządkowania. Premier mówił jednak o ETS tak, jakby chodziło wyłącznie o ochronę klimatu i karanie.
Mówi się, że ETS 2 uderzy w gospodarstwa domowe, i jest w tym wiele prawdy, ponieważ tempo termomodernizacji w Polsce jest bardzo niskie. Programy dotacyjne nie były wystarczające, często wykluczające tych najbardziej potrzebujących, którzy kolejną zimę spędzili w niedocieplonych budynkach. To, że będziemy nadal spalać gaz czy węgiel wcale nie obniży cen ciepła czy energii – wręcz przeciwnie. Brak ETS 2 może finansowanie transformacji jeszcze bardziej spowolnić.
Konferencja prasowa Tuska miała nas przekonać, że ETS stanowi znaczący element drożyzny w Polsce. Gdyby tak było, to ETS byłby programem składającym się tylko z „kija”, ale właśnie jest też element „marchewki”. Niestety ta metaforyczna marchewka została po prostu przejedzona – takich słów użyła też wiceministra Urszula Zielińska mówiąc, że za obecną sytuację odpowiadają lata zaniedbań.
To niewygodna prawda, o której politycy doskonale wiedzą, ale niewielu chce o niej mówić wprost. Nie przypominam sobie, by ktokolwiek poważnie zabiegał o właściwe wykorzystanie środków z ETS. Polska wciąż nie ma strategii transformacji – panuje chaos informacyjny, a ludzie nie wiedzą, czy inwestować w pellet, gaz czy OZE. Tymczasem w debacie publicznej z ust kandydata PiS na premiera wraca najprostsze hasło: spalać węgiel. Ciekawe tylko skąd będą pochodzić pieniądze na mrożenie cen paliw, które właśnie wprowadzono w życie? Jest wielce prawdopodobne, że będą to środki z ETS.
