Śnieg stopniał, śmieci zostały. Co najbardziej irytuje Polaków?

Śnieg stopniał, śmieci zostały. Co najbardziej irytuje Polaków?

Topniejący śnieg, zwłaszcza w dużych miastach, odsłonił brzydką prawdę o właścicielach czworonogów. Parki, skwery, a często nawet chodniki usłane są psimi odchodami, które tygodniami zalegały w śniegu, a po pierwszych roztopach straszą mieszkańców. To one irytują nas najbardziej (65 proc.). Po piętach depcze im jednak nowa plaga: szklane butelki. Aż 60 proc. badanych wskazało je jako widoczny problem.

Warto tutaj zaznaczyć, że z problemem zalegających psich odchodów walczyć możemy jedynie doraźnie – poprzez upominanie właścicieli czworonogów, którzy nie sprzątają po swoich pupilach, a w skrajnych przypadkach przez mandaty i kary za śmiecenie, nakładane przez właściwe służby porządkowe. Natomiast problem szklanych śmieci w przestrzeni publicznej rozwiązać można w sposób systemowy.

Porzucone szklane butelki przestały być traktowane jako odpad, a zaczęły być postrzegane jako brud i przejaw ekstremalnego zaniedbania. Co więcej, tzw. małpki i butelki po piwie wygrały w rankingu obrzydzenia nawet z niedopałkami papierosów (59 proc.).

W okresie przedwiośnia i roztopów 46 proc. badanych deklaruje, że zalegające szklane śmieci (np. butelki) spotyka często. Odpowiedź „bardzo często” częściej pada w dużych i wielkich miastach: 25 proc. wobec 14 proc. na wsi. Wyraźna jest też różnica płci – „bardzo często” wskazuje prawie co czwarta kobieta (23 proc.) i jeden na siedmiu mężczyzn (14 proc.).

Irytacja spowodowana porzuconymi butelkami po alkoholu rośnie wraz z wiekiem. Dotyczy 55 proc. osób z grupy 18–45 i aż 65 proc. w grupie 46+. Różnice widać też między typami miejscowości: najniższy wynik dotyczy miast średnich 20–99 tys. (52 proc.), a wyższe – wsi (62 proc.) oraz największych miast 500 tys.+ (63 proc.).

Oznacza to, że dla prawie dwóch trzecich mieszkańców Warszawy, Krakowa czy Wrocławia (63 proc.), niezależnie od pokolenia, szkło na chodnikach, trawnikach i przystankach to codzienność w czasie przedwiośnia.

Statystyki pokazują również ciekawą zależność: inne opakowania nie są dla nas tak uciążliwe, jak te szklane. Zwłaszcza w dużych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców ta różnica jest bardzo wyraźna – puszki zauważa tylko 35 proc. osób, czyli niemal dwukrotnie mniej.

Dlaczego tak się dzieje? Ekolodzy wskazują jako powód wartość puszki, za którą po oddaniu w pobliskim recyklomacie można odzyskać pieniądze. Szklana butelka bezzwrotna, wyłączona z systemu kaucyjnego, jest dla konsumenta śmieciem na tyle bezwartościowym, że nikomu nie opłaca się go podnieść.

Jak komentują ekolodzy, problem nie leży (wyłącznie) w braku kultury, ale w wadliwym systemie. Obecnie puszki aluminiowe traktowane są jako cenny surowiec, który trafi do systemu kaucyjnego. Tymczasem szklane butelki bezzwrotne pozostają poza kontrolą.

– To już nie jest drobny problem estetyczny, ale symbol kultury jednorazowości i bezkarnego zaśmiecania wspólnej przestrzeni. Każda taka butelka to nie tylko odpad, ale też realne zagrożenie dla ludzi, zwierząt i miejskiej zieleni. Dlatego małpki i inne jednorazowe butelki szklane powinny zostać objęte systemem kaucyjnym – tam, gdzie działa kaucja, opakowania przestają zalegać na ulicach, bo po prostu zaczynają mieć wartość. Jeśli chcemy naprawdę czystych miast, musimy sprawić, żeby żadna butelka nie była bardziej opłacalna do wyrzucenia, niż do zwrotu – mówi Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Badanie omnibusowe Yotta przeprowadzono na ogólnopolskiej próbie dorosłych. Pytanie o częstotliwość spotykania zalegających szklanych śmieci w okresie roztopów zrealizowano na próbie N=1055, a pytanie o typy śmieci najczęściej zauważane w tym czasie – na próbie N=982 (pytanie wielokrotnego wyboru). Wyniki przedstawiono w podziale na płeć, dwie grupy wieku (18–45 oraz 46+) i wielkość miejscowości.


Źródło: EKO-UNIA