Technologia już jest, ale prawo za nią nie nadąża. Grzegorz Popczyk o energetyce obywatelskiej

Pixabay/this_is_engineering

O produkcji energii elektrycznej przez obywateli, dostępnych technologiach i martwym prawie opowiada nam Grzegorz Popczyk, specjalista działający na rzecz racjonalnej, korzystnej społecznie transformacji energetycznej.

EKO-UNIA: Czym jest elektroprosumeryzm (odbieranie i produkowanie energii elektrycznej) i jak może się łączyć z energetyką obywatelską?

Grzegorz Popczyk: Elektroprosumeryzm to dla mnie sposób na demokratyzowanie energetyki, na uzyskanie wysokiego stopnia autonomii, czy samowystarczalności. To jest ten model, w którym my sami – także jako społeczności, wspólnoty – jesteśmy odpowiedzialni za zaspokajanie naszych potrzeb energetycznych. I zależy nam na tym, żeby to było robione w sposób najbardziej efektywny. Celem jest minimalizowanie kosztów finansowych i środowiskowych funkcjonowania energetyki.

Na czym polega minimalizacja kosztów?

Istotną właściwością tego modelu jest fakt, że na poziomie lokalnym jesteśmy w stanie dokładniej określić nasze potrzeby i też zarządzać tymi potrzebami.

Wiemy ile energii potrzebujemy, jak można zmniejszyć zapotrzebowanie na nią i mamy możliwości, żeby wykorzystywać ją w sposób elastyczny. Ciekawe jest to, że zgodnie z istniejącymi oszacowaniami czy heurystykami zmniejszenie zapotrzebowania na energię elektryczną o 10% (to się odnosi głównie do okresów, w których generacja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych jest mniejsza, czyli słabiej wieje lub jest mniej słońca), może skutkować zmniejszeniem wartości potrzebnych inwestycji o 50%. Więc to jest tutaj gigantyczna różnica.

Na poziomie lokalnym zapotrzebowanie to można zmniejszać stosując rozmaite techniki. Np. poprzez wirtualizację, czyli koordynowanie zużycia energii. Wirtualne systemy elektryczne to takie systemy, w których agreguje się tak zwane rozproszone źródła energii w celu bardziej efektywnego wykorzystania tych źródeł. Rozproszone źródła, jak panele społeczne albo magazyny energii.

Oznacza to, że jeśli generacja energii elektrycznej z elektrowni wiatrowej jest mniejsza, to można do tego dostosować nasze zapotrzebowanie. Dużą rolę mogą odgrywać nowe technologie, ale też te już istniejące. Na przykład samochód elektryczny jest jednocześnie magazynem energii, więc można wykorzystać go właśnie jako element takiego systemu. Samochód elektryczny jest dla mnie prostym przykładem takiego podejścia do energii.

Czy standardowe magazyny energii, które możemy sobie montować przy domach, też się wpisują w ten model?

Tak, jak najbardziej. Natomiast dla mnie ten samochód jest może trochę bardziej obrazowy.I to są rozwiązania, które są już dostępne. Więc z technicznego punktu widzenia nie ma przeszkód, żeby te rozwiązania zacząć wykorzystywać na większą skalę.

Nie pomaga w tym jednak prawo.

Tak, to jest rzeczywiście problem. Więc warto wspierać inicjatywy, które już są podejmowane. Myślę o społecznościach energetycznych. Te społeczności już są tworzone i wiem, że są ludzie, którzy zaczynają myśleć o tym, żeby testować, weryfikować granice prawa czy regulacji w praktyce.

Koncerny energetyczne mogą starać się to ukrócić – w Polsce nie ma rzeczywistego rozdzielania funkcji sprzedawcy od operatora. Więc w interesie tych firm niekoniecznie musi leżeć udostępnianie sieci elektroprosumentom.

Dlatego ważne jest, żeby próbować prowadzić takie działania, próbować weryfikować, co jest możliwe, a co nie. I jeśli w praktyce się okazuje, że te działania nie są możliwe, to trzeba o tym głośno mówić.

A gdyby sprzedawcę oddzielić od operatora? Byłoby to jakieś remedium na to, co się teraz dzieje na rynku?

Tak, to jest postulat zawarty w Białej Księdze transformacji energetycznej do elektroprosumeryzmu.

Chciałbym przede wszystkim zachęcić do tego, żeby się zapoznać z tym, co jest w tym dokumencie. Tam się postuluje daleko idące zmiany, które powinny umożliwić zmaksymalizowanie wykorzystania infrastruktury, która już istnieje. To jest jeden z głównych celów transformacji, tzn. minimalizowanie kosztów funkcjonowania energetyki i maksymalizowanie wykorzystania zasobów, które już są.

W Białej Księdze mówi się o rozdzieleniu funkcji operatora od sprzedawcy i o nowych rynkach, na przykład o technicznym rynku energii, który powinien zastąpić rynek mocy.

To wyjaśnijmy jeszcze, czym jest.

Postuluje się tam sukcesywne przekształcanie obecnie funkcjonujących rynków technicznych mocy (i regulacji częstotliwościowej) w techniczne rynki energii. Od bilansowania mocy przechodzimy do bilansowania energii. To nowy paradygmat bardziej pasujący do systemu bazującego na odnawialnych źródłach energii i magazynach. To bez zagłębiania się w szczegóły techniczne (dla zainteresowanych tematem jeszcze raz polecam Białą Księgę dostępną na stronie Senatu).

Czy energetyka zdecentralizowana sprawdza się w trakcie jakichkolwiek działań wojennych? Czy uratuje nas w razie zagrożeń militarnych?

Czy nas uratuje – tego nie wiem. Nie mam wątpliwości natomiast, że system zdecentralizowany, bazujący na OZE, bez ryzykownej energetyki jądrowej jest bardziej odporny i bezpieczny. I energetyka obywatelska ma bardzo dużą rolę do odegrania tutaj. Zakładam, że stoimy na jakimś rozdrożu i możemy wybrać albo ten właściwy model – i dla mnie to jest właśnie pójście w kierunku energetyki zdecentralizowanej – albo iść dalej w kierunku wykorzystania technologii czy rozwiązań, które są zupełnie anachroniczne. I dla mnie energetyka jądrowa jest takim przykładem. Od tego wyboru zależy to jak będziemy bezpieczni, albo może bardziej jak będziemy odporni na wyzwania świata, w którym żyjemy.